Monthly Archives: Lipiec 2011

Costaguana na lato

Niespieszna, nasycona opisowością proza Conrada w radiu. Świetny pomysł na lato, bo Conrad zniknął w Polsce z półek księgarskich i tylko jeden czy dwa tytuły można jeszcze dostać. Wiem, bo niedawno szukałem po antykwariatach z nikłym skutkiem. Nostromo czytają w Dwójce w przekładzie Jadwigi Korniłowiczowej. Dlaczego nie Jana Józefa Szczepańskiego? Trudniej dostępny (wyszedł chyba tylko raz, z jednym wznowieniem), ale warty upowszechnienia, bardziej współczesny.
JJS jak zawsze przegrywa niekoniecznie z lepszymi. Dwa dzienniki: jego i Mrożka. I co? O którym się mówi, nad którym się rozpływa? Zgadnij, kotku.

*
Czytam sobie lipcową „Twórczość” i widzę, że ten miesięcznik stał się wojująco antyklerykalny. Język, jakiego się tu używa w recenzjach i szkicach, przypomina mowę lewackich agitek. A więc Kościół ma „nieludzki wymiar”, a religia gotuje człowiekowi absurd (Leszek Żuliński). Używa się propagandowych, antyreligijnych zbitek językowych jak „polakokatolicyzm” (Agata Sikora), dochodzi do „odkryć”, że „polski katolicyzm to zjawisko powierzchowne” (Krzysztof Cieślik) itd.
Zjawisko powierzchowne! Proszę mi pokazać głębszą propozycję intelektualną, społeczną, duchową, moralną niż katolicyzm. Bardzo chętnie się nią zainteresuję. Na razie jakoś nie bardzo taką widać. W „Twórczości” jest mowa o „żołnierzach Kościoła”, o „kiczu stadnych uniesień (zarówno katolickich, narodowych jak i satanistycznych)”. Ładne wyliczenie, prawda? Kicz stadnych uniesień kojarzy mi się raczej z telewizyjnym lansowaniem celebrytów. Mamy dalej powtarzanie znanych zaklęć, że nie można dyskutować o religii, bo media nie wpuszczają takich tematów. A od kiedy to media są od poważnych dyskusji? Media są wytresowane do etykietowania, do warunkowania nastawień, nie do przedstawiania poglądów. Do tego właśnie służą miesięczniki.
Obecność języka i schematów antyklerykalnych dyskwalifikuje tekst intelektualnie, bo jak dyskutować z umysłem w niewoli?

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Conrad

Stolica kultury

Wielkie rozczarowanie i żal miały miejsce w Lublinie po przegraniu konkursu o europejską stolicę kultury. Tu naprawdę liczono na to wyróżnienie i wiązano z nim prawdziwe nadzieje na awans prowincjonalnego miasta. Mam kolegów, którzy od początku się śmiali, nie wierząc w powodzenie kandydatury Lublina, a ja byłem prawie przekonany, że moje miasto ma duże szanse. I rozczarowałem się, choć bez udziału łez. Myślałem po prostu, że celem tego programu jest podniesienie zapóźnionych regionów, które mają wprawdzie swój potencjał, ale z różnych powodów pozostają na uboczu. Okazało się, że chodzi o coś innego, trudno właściwie sprecyzować o co.


Z drugiej strony, cóż to za stolica kulturalna, w której upadają czasopisma literackie? Zamknięcie kwartalnika „Kresy” uświadomiło mi, że to pismo nigdy się w Lublinie nie przyjęło. W pierwszych latach celowo i właściwie instynktownie odcinaliśmy się od tego, co było dookoła, od miejscowego establishmentu literackiego, instytucji kulturalnych, od „Akcentu”, lokalnych układów. Wszystko się zmieniało i powstanie „Kresów” miało być tego koronnym przykładem. Zmieniało się, z tym że w Lublinie stosunkowo najmniej. Na nasze poczucie wyższości, na politykę splendid isolation miasto odpowiedziało brakiem zainteresowania i tak chyba pozostało do końca.
I znów, jak dawniej, w Lublinie jest tylko jedno czasopismo literackie, od początku mocno związane z miastem, uniwersytetem, instytucjami. Zaglądając na spotkania promocyjne „Akcentu”, odczuwam podziw, jak umiejętnie Bogusław prowadzi to pismo. Zbudował jego pozycję i konsekwentnie ją utrzymuje. Nikt w Lublinie nie kwestionuje rangi tego kwartalnika. Środowisko artystyczne liczy się z „Akcentem”, gdy tymczasem zupełnie obojętny był mu los „Kresów”. To tajemnica.

Dodaj komentarz

Filed under Lublin

Literatura i życie

Tatarak Wajdy, film o tym, czymże jest literatura wobec żywego przeżycia. Reżyser przywołuje na świadka aż dwa teksty literackie, Iwaszkiewicza i Maraia, i oba przegrywają w jego filmie z relacją Jandy o umieraniu męża. Surową, w nic niemal nieubraną, poza wysmakowanym kadrem hopperowskim (Hopper ostatnio modny w kinie). Nawet teatralność scen w pokoju, wyposażonym dosłownie w kilka sprzętów, nie konwencjonalizuje przekazu. A opowieść wzięta z literatury – owszem. Jest piękna, wzruszająca i zupełnie zamknięta w historii. Film zdaje się mówić: tak już nie przeżywamy, to przeszłość. Iwaszkiewicz do spółki z Maraiem czytani przez Wajdę stają się anachroniczni. Nie bardzo mi się to podoba.

Dodaj komentarz

Filed under literatura polska

Lato nad morzem

Gdy pisałem Latawiec na plaży, opowiadanie, które weszło do tomu Teoria strun, wydanego jako e-book (Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2010), był grudzień. Akcja opowiadania dzieje się latem nad morzem, prawie każda scena na plaży. Paradoksalnie wcale nie było mi trudno przywołać w sobie nastrój gorącego lata. Czy, gdybym teraz pisał o zimie, byłoby równie łatwo?

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip