Krytyk jako ciocia

Powieść powinna stawiać opór. Zatrzymywać uwagę kształtem języka, swoistością pojawiających się w jej świecie idei, nieszablonowo wyrysowanym bohaterem, zdarzeniami, które nie pozostawią czytelnika obojętnym. Tym różni się od gazety, w której zawsze to samo. Ale co się dzieje, kiedy pisarz chce swym tekstem stawiać opór za wszelką cenę? Otóż wtedy najważniejszy staje się narrator-autor (bo najlepiej nadaje się tu narracja pierwszoosobowa), który popisując się bon motami, dowcipem, łatwością skojarzeń, erudycją, wynalazczością językową, ironią, krytycyzmem wobec tworzonego świata – spycha całą resztę na dalszy plan. Nic już nie jest ważniejsze ponad to, jaki on jest mądry i dowcipny, a wszystko dookoła służy tylko temu, by sobie poironizować. Narrator, który miał być częścią swego świata, zaczyna się nad nim unosić niczym dziewiętnastowieczny, wszystkowiedzący opowiadacz, którego – jak się wydawało – dawno przezwyciężono.
Znamy to skądś? Owszem, z imienin u cioci. To tam spotykamy takich mądrali. Ciocia jest w siódmym niebie, my raczej znużeni, wymawiając się pilną robotą, żegnamy się szybciej niż byśmy chcieli.
Ciekawe, że podobnie jak ciocia reagują niektórzy wpływowi krytycy: uwielbiają brylujących mądrali, którzy roztrącając na boki bohaterów powieści, popisują się, by całe zainteresowanie skupić na sobie.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under krytyka literacka, literatura polska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s