Pisanie-formowanie

Co trzeba mieć, przystępując do pisania prozy? Virginia Woolf mówi, że 500 funtów rocznego dochodu i pokój zamykany na klucz. Owszem, to ważne warunki, ale niewystarczające. I nie myślę tu tylko o laptopie z Internetem, bez którego nikt sobie dzisiaj pisania nie wyobraża.
Trzeba mieć materiał, z którego zbudujemy książkę, i formę, która to wszystko przyjmie. Na materiał złożą się: sylwetki bohaterów (dość dokładnie je warto przygotować od strony różnych cech, łącznie z wyglądem, co nie znaczy, że w trakcie rozwoju akcji nie damy się bohaterom rozwinąć, przeobrazić), następnie: wydarzenia, narrator (długo myślę nad tak wydawałoby się prostą rzeczą, jak czas narracji – teraźniejszy czy też przeszły, od czego bardzo wiele zależy, już choćby w trakcie pisania: np. lepiej lub gorzej brzmiące formy czasowników), dalej: odpowiednio dostosowane obserwacje szczegółów i podpatrzone anegdoty, opisy różnych elementów świata przedstawionego (miejsc, przedmiotów, zjawisk), wreszcie wiedza służąca do zbudowania kontekstów powieści. Do materiału nie zaliczam zbioru idei, które będzie przekazywać powieść, bo tego się nie powinno przygotowywać z góry. Idee ujawnią się same.

Z kolei formę widzę jako kompozycję zebranego materiału, ułożenie go w rozdziały i sceny, koncepcję języka postaci i języka narracji, projekt czasu i przestrzeni tekstu, nadających się do użycia środków stylistycznych (zakładam, że z czegoś będę korzystał, albo że czegoś nie będę stosował) itd.

Odpowiednią formę można zbudować wtedy, gdy ma się już materiał. Dopóki go nie mam, nie widzę całej formy. Może nawet jest tak, że widzę tyle formy, ile mam w danym momencie materiału. W powieści McEwana Przetrzymać tę miłość następuje w pewnej chwili rozdział opowiadający o tym, jak to bohater pojechał ze swoim znajomym do North Downs, żeby kupić pistolet. Pojawia się w tych sekwencjach cała galeria postaci, których wcześniej nie było i później też nie będzie, rzecz dzieje się w nowym miejscu. A więc zupełnie nowy materiał, który pisarz musiał przygotować tylko na potrzeby tego jednego rozdziału.

Oczywiście można wyjść od drugiego końca i najpierw zbudować formę, a potem wypełniać ją materiałem, ale wydaje mi się to zbyt sztuczne. Nigdy nie ceniłem literatury, która faworyzuje formę, opiera się na ekspresji językowej. Pisanie to formowanie materiału, a nie utykanie go w szparach najkunsztowniejszego nawet szkieletu. Tak mozna kształtować fragmenty powieści, ale nigdy całość. Z kolei tekst pozbawiony formy to dla mnie żadna proza.

Forma jest więc dla mnie kwestią wtórną w tym sensie, że nie od niej rozpoczynam myślenie nad nową książką. Jednak nie pomijam formy w tym początkowym myśleniu. Nawet jeśli na początku zebrany materiał coraz wyraziściej układa mi się w strukturę, potem, w trakcie tworzenia, materiał powiększa się i forma zaczyna brać udział w jego przyrastaniu (samemu także się rozwijając). Na koniec, już po napisaniu jakiejś części albo całości, poddaję ją zabiegom, które nazywam nasycaniem albo zagęszczaniem (szczegółów nie będę zdradzać, bo to już zbyt intymna część warsztatu), po czym forma zaczyna, a przynajmniej powinna zacząć, przylegać na tyle mocno, aby nie dać się już od materiału oddzielić. Czytelnik nie powinien dostrzegać żadnej dwoistości, ma dostać dzieło jednorodne i nad tym właśnie najwięcej się pracuje.

Ktoś, kto nie pisze, niewiele chyba z tego zrozumie. I na niewiele mu się to przyda.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip, literatura polska, sztuka pisania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s