Przenikliwość Dygata

We Wschodach i zachodach księżyca Konwicki wspomina o swoim nieżyjącym przyjacielu Stanisławie Dygacie raz jako o sympatycznym fajtłapie, innym razem wymienia z przekąsem popularne motywy jego powieści: owe dworce w Monachum, Jeziora Bodeńskie i disneylandy. Być może to, co pisał Stanisław Dygat było literaturą popularną, ale jednak wysokiego lotu, niezłej klasy. Więc było, a nie jest.
Disneylandu nie da się porównać ze współczesną literaturą wagonową. Pisarz skonstruował powieść na zasadzie mnożenia zagadek i zrzucania kolejnych masek. Fajnie to zrobione, ale nie jest wyłącznie zabawą. Autor wyraźnie stawia problem moralny: jak żyć uczciwie w znieprawionym otoczeniu, w sytuacji, kiedy nikt od człowieka nie wymaga prawości.
I drugi zarysowany tam problem: postępowości obyczajowej, którą z ochotą przyjęto, a teraz wszyscy się w jej kleszczach męczą. Pamiętajmy, że to rok 1965, Dygat musiał być bardzo przenikliwym obserwatorem rzeczywistości.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Dygat, Konwicki, literatura polska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s