Co krępuje pisarzy?

Autobiografia literacka Marka Nowakowskiego to ciekawa lektura. Obejmuje okres 1955-65, o którym autor opowiada jakby bez dystansu, nie narzucając dzisiejszej perspektywy, rezygnując z obecnych ocen. Czytałem tę książkę – portret chłopaka z podwarszawskiej miejscowości, który został pisarzem – w bezpośrednim sąsiedztwie listów Gombrowicza i Giedroycia. Jakież to różne światy pisarskie!

Nowakowski żyje w kulturze dialogu. Życie w drodze, włóczęga, knajpy, koledzy-pisarze, znajomi z ulicy, zaplecze pisarskie w postaci legionu zwykłych ludzi, z którymi młody autor codziennie rozmawia, przeważnie o rzeczach powszednich, czasem o wyjątkowych. Otwarcie na człowieka, na żywy język.

Żywiołem Gombrowicza jest monolog, własny monolog. Witoldo nie lubi słuchać innych. Jest uparty. Jego korespondencja pokazuje, jak słabo rozumiał rzeczywistość komunistyczną i mimo że Giedroyć tłumaczył mu niuanse sytuacji w kraju, szedł w zaparte do końca.

A druga fundamentalna różnica wiąże się z kwestią wolności. Nowakowski zdaje się być człowiekiem wolnym, nic nie musi. Poprzestaje na małym, więc nie trzeba mu wiele. Stroni od tych, co go kuszą perspektywami, jeśli zgodzi się sprzedać swe pióro. Sam wybiera tematy. Opiera się na mentorze, którym jest Wilhelm Mach, ale w porę potrafi się wyzwolić. Powoli zdobywa znaczenie jako twórca. Lęka się tylko reakcji rodziców na to, że zawalił studia prawnicze, by pisać. Usiłuje ich przekonać, że to, co robi, jest wartościowe. Nowakowski cieszy się każdą pozytywną recenzją i nie odchorowuje niepowodzeń.

Gombrowicz szamocze się w klatce uzależnień. Jego życie i pracę twórczą regulują stypendia, o które musi molestować, skamlać, kołatać do osób i instytucji, zamęczać redaktora „Kultury” o poparcie i pośrednictwo. Nieustanny brak pieniędzy staje się głównym tematem korespondencji między nimi. Autor „Ferdydurke” uzależniony jest od prasy emigracyjnej, która, poza „Kulturą”, nie ceni go, a często oczernia. Czuje się także ograniczany przez swego wydawcę. Giedroyć bowiem stawia swoje warunki zarówno w przypadku druku dziennika w „Kulturze” jak i druku książek. Jednak jako największe ograniczenie odczuwa Gombrowicz trudność dotarcia do czytelnika w kraju. Zrobiłby wszystko, żeby to zmienić.

W obu książkach znalazłem wysoką ocenę twórczości Józefa Mackiewicza. Nowakowski poświęca mu kilka akapitów, omawiając swoje młodzieńcze fascynacje literackie. Gombrowicz w kilku listach tłumaczy Giedroyciowi swoją ideę, by amerykańskimi stypendiami honorowano wyłącznie najlepszych pisarzy emigracyjnych, nie zaś wszystkich, bo namnożyło się ich niewyobrażalnie. Wreszcie wymienia czołową trójkę, do której zalicza Czesława Miłosza, Józefa Mackiewicza i siebie. Wysokie notowania Mackiewicza zaskakują, był to wszak pisarz zupełnie odmienny, z innej rzeczywistości literackiej niż Gombro.

Marek Nowakowski, Pióro. Autobiografia literacka, Warszawa 2012.
Jerzy Giedroyć, Witold Gombrowicz. Listy 1950-1969, Warszawa 1993.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Gombrowicz, literatura polska, Nowakowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s