Sztuka krytyczna i jej pomnik

Ponieważ dzisiaj to, czego nie ma w internecie, nie istnieje, postanowiłem przypomnieć swoje zarzuty pod adresem sztuki krytycznej. Sformułowałem je przed ponad dziesięciu laty w kilku gniewnych artykułach, które niedawno sobie odświeżyłem w pamięci. A wszystko przez to, że szukając materiału do powieści, trafiłem na teksty będące oficjalnym podsumowaniem i ucukrowaniem owego prądu w sztuce lat 90., teksty jasne, gładkie, bezproblemowe. Owszem – piszą ich autorzy – atakowano sztukę krytyczną, ale były to albo zamachy z szablą (aktor Olbrychski), albo też napady prawicowej publicystyki (z pozycji etycznych, nie estetycznych), której przecież poważni ludzie nie biorą pod uwagę (wiadomo, że na uwagę zasługuje jedynie publicystyka lewicowa). A poza tym – dodają – wartość tamtych dzieł polega na tym, że prowokowały do dyskusji. Pisze się dziś jeszcze jedno, co już zupełnie rozbraja, mianowicie ci, którzy obnażali wtedy miałkość sztuki krytycznej, nie rozumieli rzekomo jej inności i nie znali awangardowych tradycji polskiej sztuki.
Przypominam więc moje zarzuty, publikowane wówczas w wysokonakładowych gazetach („Rzeczpospolita”, „Życie”), dziś nieobecne w laurkach, by zmącić ten ładny, przejrzysty obraz. Przypominam je, bo były właśnie częścią tej dyskusji, o którą rzekomo chodziło.

Moje ówczesne rozpoznania:

1. Sztuka krytyczna nie jest krytyczna. Nie reaguje na rzeczywistość, walczy natomiast z wyimaginowanym portretem społeczeństwa, źle obserwuje i opacznie rozumie zjawiska społeczne i polityczne. Jest bezkrytyczna wobec siebie samej.
2. Sztuka krytyczna nie może być krytyczna, bo jest zideologizowana. Opiera się na ideologicznych wmówieniach (fetyszyzacja poczucia kontroli i nadzoru) wyczytanych u Michela Foucault, Lacana i kilku innych lewicowych pisarzy oraz w bieżącej publicystyce. Walcząc z rzekomymi ideologiami sama zmieniła się w ideologię.
3. Sztuka krytyczna odwraca się od społeczeństwa, z którym miała wejść w dialog, traktuje to społeczeństwo z pogardą, nie podejmuje dyskusji. Wygłasza arbitralne sądy, prowokując odpowiedź na takim samym poziomie.
4. Sztuka krytyczna nie jest prądem awangardowym, ma charakter postmodernistyczny.
5. Sztuka krytyczna zaniedbuje pierwiastek twórczy w procesie artystycznym, odwołując się do pomysłów zgranych, banalnych, mało ambitnych, byle szokujących.
6. Sztuka krytyczna obraża intelekt odbiorcy, epatując prostackim przekazem i skojarzeniami, dosłownością, prostymi opozycjami, ograniczając się do ataku na symbole. Nie może drażnić przesłaniem, bo jest ono zbyt prymitywne.
7. Krytyka towarzysząca sztuce krytycznej, próbując uzasadnić jej wartość, używa bełkotliwego, zideologizowanego języka, ucieka się do manipulacji, a wysiłek wytłumaczenia sensu dzieł staje się przeciwskuteczny.
8. Sztuka krytyczna buduje wspólnotę artystów i krytyków ufundowaną na agresji wobec reszty społeczeństwa. Jej członkowie szukają tożsamości poprzez negatywne określenie się wobec szerszej społeczności.

Tak mniej więcej można streścić moje poglądy sprzed jedenastu lat. O ile wiem, nie próbowano z nimi polemizować. Teraz dodałbym do tego jeszcze kilka uwag.

Mimo że zdawała się uderzać między oczy, sztuka krytyczna nudziła mnie miast szokować. Nudziła powtarzalnością, przewidywalnością, irytowała agresją, przemocą symboliczną i pustym gestem. Nie szukała prawdy o człowieku, interpretowała świat za pomocą wytrychów, uprzedmiotowiła artystę. Katalog interesujących ją problemów był bliski liście problemów zbuntowanych nastolatków. Wpisywała się w ciąg prowokacji obyczajowych, jakich pełno było wówczas w mediach, stąd wielu uważało ją bardziej za zjawisko obyczajowe niż artystyczne. Jako zwolennik awangardy czułem rozczarowanie (sztuka ta nie miała cech twórczości awangardowej), że tyle pary idzie w gwizdek, że tak absolutnie nic z tego nie wynika.

Ale tu nie chodziło o takiego odbiorcę jak ja. Sztuka krytyczna była formą walki światopoglądowej. Prowadziła batalię głównie z ludźmi wierzącymi i nastawionymi patriotycznie i nosiła w sobie przejawy nietolerancji wobec tych ludzi. W środowiskach związanych z tą sztuką panowało przekonanie, że ludzie religijni są wrogami demokracji i społeczeństwa. Sztuka krytyczna uważała się za nosicielkę postępu (w najgorszym znaczeniu tego pojęcia), nawiązywała tu do komunistycznej utopii, do buńczucznego marksowskiego przekonania, że sztuka powinna przeobrażać społeczeństwo, zmieniać świat. Przeżyłem ładnych parę lat w komunizmie i nie kojarzyło mi się to dobrze. Poważni krytycy sztuki, odrzucając skandalizujące realizacje, narażeni byli na etykietowanie mianem „faszystów”. Oczywiście środowisko sztuki krytycznej także było ostro atakowane, ale o tym można znaleźć wiele informacji. Ja podaję tu tylko uzupełnienia do oficjalnego, wyidealizowanego portretu.

Sztuka krytyczna stała się też sposobem na skuteczne wypromowanie grupy twórców, dziś uważanych za wybitnych, za klasyków. „Osiągnięciem” tego nurtu stało się przyzwolenie na jeszcze dalej idący prymitywizm środków w sztuce, zaśmiecenie przestrzeni sztuki dziełami artystycznie bezwartościowymi, których zaletą były walory propagandowo-ideologiczne. Bolesna była świadomość, że coś tak mało przekonującego artystycznie, pozbawionego wyobraźni i kunsztu, urasta do rangi wpływowego nurtu w kulturze.

Szczególnie przykre wrażenie sprawiał poziom towarzyszących temu nurtowi tekstów. Jeśli nawet jakieś dzieło mnie przekonywało, od razu bywało mordowane przez krytykę – doktrynerską, płytką, kuglarską.
Dziś nurt sztuki krytycznej przeniósł się do teatru i skutecznie psuje tę gałąź sztuki. Powstają przedstawienia propagandowe, ideologiczne, kabaretowo-świetlicowe, ale to już inny temat. Z podobnym sposobem odczuwania świata i ze zbliżonym rodzajem ekspresji mamy także do czynienia w literaturze. Czy powstanie taki kierunek, zobaczymy. A może już ktoś go opisuje?

Sztuka krytyczna była zjawiskiem sezonowym, tymczasem wygląda na to, że znajdzie swoje miejsce w historii sztuki. To normalne i bywało już tak w przeszłości.

To takie niezbędne uzupełnienia, które trudno znaleźć w oficjalnych materiałach na temat sztuki krytycznej (Wikipedia, Culture.pl). Przydadzą się tym, którzy o zjawisku słyszą po raz pierwszy i otrzymują jego wyidealizowany obraz, pomnik wyszykowany przez ideologów tego nurtu.

Kto szuka szczegółów, niech szuka także i w moich starych tekstach:

Sztuka i to coś, „Rzeczpospolita”, dodatek „Plus/Minus” (prawdopodobnie z pocz. kwietnia 2001).
Sztuka repulsyjna, „Życie” nr 75, 29 marca 2001.
Vivat Academia!, „Forum Akademickie” nr 3/2001 (tylko ten tekst ostał się w sieci).

Reklamy

1 komentarz

Filed under sztuka

One response to “Sztuka krytyczna i jej pomnik

  1. anarcha

    Zgadzam się w pełni, tym bardziej mi miło, że podzielam pańskie zainteresowania muzyczne [ moim ulubionym kompozytorem jest Xenakis choć już jego poglądy zdecydowanie mniej… ]. Sformułowałbym to tylko ostrzej, rozumiem, że Pan jako człowiek kulturalny nie chciał tego robić ale myślę, że nie ma co się krępować, i tak zostaniemy uznani za ”faszystów” bez względu na formę sprzeciwu – ileż to ja doznałem na własnej skórze ”tolerancji” ze strony zwolenników ”sztuki [bez]krytycznej” za to tylko, że ośmieliłem się mieć jakieś wątpliwości co do ”św.” Kozyry czy Żmijewskiego ! Ponieważ mamy tutaj do czynienia z bandą bezwzględnych ideologicznych terrorystów i beztalenci niestety zwykła krytyka skrępowana zasadami cywilizowanej debaty okazuje się wobec nich bezsilna, tu potrzebne byłyby znacznie ostrzejsze metody aby wyplenić tą zarazę do korzenia, z drugiej jednak nie są chyba już potrzebne bo sami hochsztaplerzy strzelili sobie w kolano zamieniając pokaźną połać współczesnej sztuki w agresywną nudę, którą na serio bierze już chyba tylko totalnie zblazowana hipsterka. W każdym razie większość społeczeństwa odwraca się od tego ze wstrętem lub obojętnością i doprawdy trudno się dziwić, ma to w przysłowiowej de a i ”wadza” jak widać ostatnio też – a propos : czy udział Nieznalskiej w neo-ubeckiej prowokacji z ”rewitalizacją” bramy Stoczni Gdańskiej nie każe serio się zastanowić czy aby w przypadku [anty]fenomenu ”sztuki krytycznej” mieliśmy do czynienia tylko z naśladownictwem i samonapędzającą się artystowską koterią czy też ”inni szatani byli tam czynni”… Zanim ktoś wyśmieje mnie i wyzwie od paranoików niech spróbuje choć przez chwilę dopuścić do swego bezkrytycznego łba taką możliwość, że cały ten ruch był dyskretnie wspomagany i na usługach tajnych policji i inszych ciemnych organizacji, naprawdę już się takie rzeczy przecież zdarzały ! Przede wszystkim jednak czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć jak to się dzieje, że najmniejsza choćby próba oporu wobec chamskich prowokacji w naszym kraju wywoływała lawinę oburzonych głosów i wyzwisk, natomiast wystarczał zaledwie jeden telefon od ”prominentnego przedstawiciela gminy żydowskiej w Berlinie” aby usunąć urągające pamięci ofiar Oświęcimia ”dzieło” Żmijewskiego z wystawy i nawet ”GW” położyła po sobie uszy ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s