Monthly Archives: Sierpień 2012

Unsere czyli nasi

Razem z „Frazą” znalazłem w kopercie książkę wydaną dopiero co w Rzeszowie przez Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza”. Jan Darowski, Unsere, z posłowiem Alicji Jakubowskiej-Ożóg. Znalazłem i odłożyłem na stosik z lekturami wakacyjnymi, a teraz przeczytałem z dużą satysfakcją.

Nazwisko autora, emigracyjnego poety, który do końca życia pozostał w Anglii, nie jest mi obce, o czym musiała wiedzieć Magda Rabizo-Birek, wkładając tę książkę do koperty i adresując do mnie. A może zapakował ją dla mnie Janek Wolski, którego nazwisko widnieje tu jako redaktora serii? Rzecz wyszła bowiem w cyklu dzieł Darowskiego, w którym znajdą się jego eseje, poezje i ta właśnie autobiografia.

Ileż to ostatnio na rynku książek autobiograficznych! Krytycy wymyślili zaraz, że ważniejsze się one stają niż powieści, że powieści nam zastępują (patrz – wakacyjny numer „Znaku”). Tymczasem Jan Darowski obdarzył nas esejem autobiograficznym, któremu chwilami blisko do powieści. W każdym razie czyta się go jak powieść. Tym bardziej że mamy tu wyrazistą kreację bohatera.

Fabuła obejmuje lata wojny, gdy śląskiego nastolatka z Brzezia nad Odrą zapakowano bez pytania w mundur koloru feldgrau i wysłano na front zachodni. Było ich wielu – Ślązaków, Pomorzan, Wielkopolan – którym kazano walczyć za Hitlera. Autor opowiada o tym, jak przeżył, unikając strzelania do aliantów, jak we Francji poddał się Amerykanom i został wcielony do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Ale jak opowiada!

Istotą tej relacji staje się zamiar podważenia wszystkich niemal pojęć na temat wojny, Niemców, aliantów, jakie usadowiły się w naszych głowach. Lektura uświadomiła mi, że nie wiedziałem dokładnie, jak wyglądała od środka armia niemiecka i czym się różniła od amerykańskiej i angielskiej, że za mało wiedziałem o tym, jak traktowali Polaków Anglicy, co zawdzięczamy Szkotom, a co Czechom.

Pozycja, z której opowiada i ocenia historię Darowski, przynosi niebanalny materiał obserwacyjny (jako Polak był w Wehrmachcie outsiderem, jako niemiecki jeniec – wrogiem dla Amerykanów, a dla Brytyjczyków kimś obcym i niechcianym), ale jeszcze więcej zawdzięczamy niezwykłej inteligencji, która za pomocą specyficznego stylu, piekącej ironii i swoistego języka przepracowuje ten materiał.

Pośród smakowitych anegdot i rozważań o polityce, literaturze, kobietach oraz przewadze tygrysów nad shermanami rodzi się portret żołnierza-samochwała, który dzięki sprytowi wielokroć uniknął śmierci, ratując jeszcze innych, potrafił przechytrzyć niejednego podoficera, a i w czasie, gdy paradował już w battle dressie cało wyszedł z niejednej opresji. Czy to obraz prawdziwy? Pozostańmy przy tym, że to oparta na faktach, barwna kreacja literacka świadka historii.

Po wojnie Jan Darowski osiadł w Londynie, pisał i tłumaczył, pracował jako robotnik i drukarz. Już jako autor „Kontynentów” wystąpił z tekstem o niemożności pisania prozy na emigracji, co tłumaczył w ten sposób, że pisarzy poza krajem, niebędących autentycznymi świadkami społeczeństwa, z Polską wiąże tylko język, a to za mało. Autobiografia dowodzi, że się mylił.

Z Janem Darowskim korespondowałem w latach 90., wymieniliśmy kilka listów przy okazji publikacji jego tekstów w „Kresach”. Z jego strony była to korespondencja żywa i nieszablonowa, ja z braku czasu odpowiadałem przypuszczalnie skrótowo. Po powrocie z wakacji muszę zajrzeć do tych listów.

Dodaj komentarz

Filed under Darowski, literatura polska