Siła przekonywania, czyli sztuka pisania

Zaskoczeniem było dla mnie to, co pisarz uznał za najważniejsze w literaturze: siła przekonywania. Llosa, lekceważąc wszystkie modne i wpływowe trendy, mówi o literaturze rzeczy ważne, choć nie nowe. Ogląda się na czytelnika, szuka z nim porozumienia, czeka na jego reakcję. Siła przekonywania. Powieść ma tę siłę, gdy odwołuje się do przeżyć bohaterów i daje czytelnikowi złudzenie autonomii zdarzeń w stosunku do jego własnego świata – powiada autor Rozmowy w „Katedrze”. Tak się zwykło mówić o literaturze popularnej, ale w obiegu wysokoartystycznym… Niejeden czytelnik wpadnie w oburzenie.

Dalej następują rozdziały o stylu, narracji, przestrzeni i czasie oraz kilku wyróżnionych przez pisarza chwytach formalnych, rozdziały o materii jasno wyłożonej, zawierające kilka oryginalnych koncepcji pisarza i kilkanaście dobrych rad dla młodego adepta tej sztuki. Lecz kwestia siły przekonywania patronuje im wszystkim.

Rzecz zaczyna się jednak od czegoś innego. Od wyznania pisarskiego credo Llosy: że literatura jest powołaniem, losem, służbą, wymaga niewolniczego oddania. „Ten, kto to piękne i zaborcze powołanie przyjął za swoje, nie pisze, aby żyć, lecz żyje, aby pisać” – powtarza za Flaubertem. Twórczość literacka to sposób życia, a kreowanie fikcyjnych światów jest formą buntu przeciwko zastanej rzeczywistości.

Irytuje mnie natomiast koncepcja formalna tej książki: listy do młodego przyjaciela. Formę tę odrabia Llosa jak pańszczyznę: zdawkowo i oficjalnie. Nie służy mu ona do czegokolwiek poza uzasadnieniem tytułu, nie staje się pretekstem do refleksji osobistych, których pisarz unika tu jak ognia. Osobistych jest może tylko kilka ocen ulubionych książek, np. Krótkiego życia Juana Carlosa Onettiego, o której pisze jako wspaniałej, jednej z najbardziej wnikliwych i najlepiej napisanych książek, jakie powstały w języku hiszpańskim. Innym razem zdradza, że za najlepszą powieść Hemingway’a uważa Słońce też wschodzi. Ale poza tym uderzające jest, że Llosa – podjąwszy się napisania takiego „poradnika” – nie ujawnia elementów własnego warsztatu, powołując zawsze przykłady z powieści innych pisarzy, nigdy z własnych. Listy owe wyprane są także z wszelkiego autobiografizmu, zawieszone w bezczasie i w abstrakcyjnej przestrzeni. Krótko mówiąc są pustą konwencją. Dlaczego pisarz tak świadomy formy robi coś takiego?

Książka ta jest poniekąd mini-podręcznikiem teorii literatury, subiektywnym, o ile taki może być podręcznik, lecz poukładanym i spójnym. Jako że wyszła spod pióra pisarza, nie pozostaje na poziomie teoretycznym, lecz odnosi się wprost do praktyki pisarskiej. I na tym może polegać siła jej oddziaływania.

Mario Vargas Llosa, Listy do młodego pisarza, tłum. Marta Szafrańska-Brandt, Kraków 2012.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under literatura obca, Llosa, sztuka pisania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s