Hanemann czarodziej

Dlaczego profesor Hanemann nie poszedł na wojnę? Czy ktoś o to zapytał? Pod ręką mam jedynie kilka recenzji tej książki, pisanych w 1995 roku, gdy się ukazała, i garść omówień internetowych, lecz widzę, że żaden autor nie obrał takiego kierunku interpretacji, jaki mi się nasuwa. Choć w jednym artykule czytam o „niemal ahistorycznym tle” w powieści, więc ciepło, ciepło. Może już to odkryto, ale jeśli nawet wyważam drzwi otwarte, nie szkodzi. Przyjmijmy, że było to ćwiczenie.

Zapytam więc, jak to się stało, że zdrowego, silnego mężczyznę widzimy w Gdańsku jako cywila, w marcu 1945 roku, pośród uciekającej przed sowiecką armią ludności niemieckiej. Przecież – jeśli nie od początku wojny, to na pewno pod jej koniec – powinien być zmobilizowany i wysłany na front. Brano wszak do wojska dzieci i staruszków, pamiętamy że zmobilizowano szesnastoletniego Grassa. Do dziś się zdarza, że anatomowie przerzucają się na specjalizację chirurgiczną, w warunkach frontowych Hanemann z powodzeniem mógłby służyć jako lekarz.

Inne pytanie. Dlaczego w tej książce nie znajdziemy doświadczeń wojennych rodziców narratora, tej cudownej pary, Mamy i Taty, pisanych wielką literą, pary, która wprowadzając się na Grottgera 17, ratuje Hanemanna przed szabrownikami? Co z przeżyciami z powstania warszawskiego, z wędrówki między zburzoną Warszawą a Gdańskiem?

I jeszcze jedno. Cóż to za dziwny zabieg: pisana wielką literą Mama pojawia się na pierwszej stronie książki, w rozdziale zatytułowanym Czternasty sierpnia, który opowiada o czasach przedwojennych, gdy Mamy nie było w Gdańsku. Z kolei kiedy tam przybyła, zabrakło już państwa Steinów, pana Kohla, o których w tym rozdziale mowa. Autorska niekonsekwencja? Bynajmniej.

Ale bo też w tekstach poświęconych powieści Stefana Chwina, które mam pod ręką, nie zajęto się dostatecznie problemem narracji. Narrator rozpływający się w bezosobowości, w pewnych partiach książki staje się narratorem personalnym – Piotrem, polskim chłopcem w wieku lat kilkunastu. To na pewno każdy widzi. Nie dostrzeżono jednak, że taka właśnie narracja rozpoczyna powieść, personalna, z odwołaniem do wiedzy Mamy, czyli narracja Piotra. Jakże on może opowiadać przedwojenne zdarzenia, skoro nie było go wtedy na świecie?

I tu dochodzimy do tezy. Hanemann nie istnieje, jest projekcją Piotra, jego wyobrażeniem, Karlssonem z dachu, Waiserem Dawidkiem. Osobą wymyśloną? Może niezupełnie. Być może przed wojną w domu na Lessingstrasse 17 mieszkał profesor anatomii o tym nazwisku, został zmobilizowany i zginął na froncie wschodnim, popełnił samobójstwo po stracie ukochanej albo też wsiadł na pokład liniowca „Bernhoff” i wraz z innymi uciekinierami z Danzig zatonął u wybrzeży wyspy Bornholm, nie dopłynąwszy do Hamburga. Pozostało po nim mieszkanie, atlas anatomii, zbiór listów Kleista w zielonym płótnie, zdjęcie młodej kobiety na molo w Jelitkowie, porcelana. To rodzice zabrali tych kilka bibelotów z pustego mieszkania na górze. Pozostał też pan J., który czasami przychodzi na kawę i opowiada o osobliwym profesorze. I wyobraźnia wrażliwego chłopca z głębi Polski, który na własną rękę odkrywa dziwną historię Gdańska, zdejmuje małą figurkę profesora z pokładu statku, który pójdzie na dno. Każe mu wrócić po walizkę, potem pozostać na nabrzeżu pod ostrzałem, wreszcie znaleźć się w mieszkaniu, gdy przybędą Mama i Tata. Wyobraźnia Piotra każe ojcu chwycić stalowy pręt i podnieść go na rabusiów.

„Ty się w nic nie angażuj” – mówił przed laty do Stafana Chwina ojciec. Pisarz opowiadał o tym w Lublinie 9 października tego roku na spotkaniu w Starym Teatrze. Poświęcone było literaturze zaangażowanej. A ja – wyznał Chwin – jako dziecko, marzyłem o tym, żeby mój ojciec był bohaterem. I wyobraźnia pisarza stworzyła Piotra, a jego wyobraźnia wykreowała z kolei dobrego Niemca, człowieka wrażliwego i kulturalnego, nietkniętego przez hitleryzm, pomocnego ludziom, wspaniałego nauczyciela i czułego kochanka. Niemca, który będzie przeciwieństwem tego wszystkiego, co o jego narodzie musiano w Polsce mówić po tej strasznej wojnie. Pod skrzydłami Hanemanna Piotr kryje się przed złem, w nim odnajduje to, czego nie dostaje ojcu.

Co wiemy o Hanemannie? Wiek, wygląd? Nie, to pozostaje tajemnicą. Ależ to podstawowe atrybuty postaci literackiej, a Hanemann jest głównym bohaterem. Był wysoki i miał duże dłonie. Może coś jeszcze mi umknęło. Tak niewiele się dowiemy o fizyczności profesora, bo jest ona metafizycznością. Żyjący w świecie własnych fantasmagorii chłopiec ulepił go z faktury dotykanych przedmiotów, ze starych fotografii, monogramów na pościeli, uskładał go z pozostawionych w biblioteczkach książek i sztychów, z płatków róży między prześcieradłami. I z własnej osobowości, z siebie samego. Bo warto zauważyć, że Hanemann to sobowtór Piotra; różnica wieku, narodowości, doświadczeń, a ileż podobieństw! Piotr próbuje się utożsamiać ze swoim idolem, nawet miłość do dziewczyny przeżywa odwołując się do kontekstu kultury niemieckiej, którą wpoił mu nauczyciel.

Hanemann wszystko wie, wszystko umie, ze wszystkim sobie poradzi, ratuje swoich ziomków w porcie podczas ewakuacji i Hankę, gdy ta próbuje się otruć, zna język migowy i język polski, twardo przeciwstawi się ubekowi. Jest bohaterem dziecięcych marzeń, czarodziejem, supermanem. Nie jest postacią „z krwi i kości”, lecz marzeniem, może alegorią dobrego Niemca, który nie ma nic wspólnego z niemiecką fabryką zbrodni. Bohaterem przenoszącym chłopca w inny świat, jak robi to madamme z powieści Antoniego Libery, jak Weiser Dawidek z książki Pawła Huelle. Na koniec, gdy Hanka i Adam muszą uciekać, Piotr przydziela im do opieki swojego czarodzieja. Przy jego boku nie zginą.

Hanemann nie jest więc powieścią o gdańskim profesorze anatomii, który po śmierci ukochanej przeżywa kryzys, staje się świadkiem zagłady niemieckiego Gdańska itd. Jest za to powieścią o polskim chłopcu, który przywędrował do zdobytego przez Rosjan Gdańska w brzuchu matki. Kiedy podrósł, Niemców nie zastał, ale znalazł ich ślady, piękne ślady, a przede wszystkim od dziecka nasłuchał się o nich, ich zbrodniach i złu, które wyrządzili, i nie potrafił tego poskładać. Dopiero wyobraźnia podsunęła mu rozwiązanie.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Chwin, literatura polska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s