Monthly Archives: Styczeń 2013

Pisarze zapomniani i niezapomniani

Kilka dni temu przysłuchiwałem się rozmowie o pisarzach zapomnianych, którą zaaranżowali studenci na KUL-u. Potem, już w domu, uświadomiłem sobie, jak wiele robią pisarze, by ich nie zapomniano. Jedni rozpoczynają dzień od rundy po redakcjach czasopism i gazet, po biurach związków twórczych, po wydawnictwach i kawiarniach. Wydeptują ścieżki, by się pokazać, licząc na spotkanie tego i owego, nie dają o sobie zapomnieć. Bardziej leniwi, nie ruszając się z domu, próbują uzyskać podobny wynik za pomocą Facebooka czy blogu.

Dobrym efektem takich zabiegów staje się felieton w gazecie lub tygodniku. Pisarz ma wtedy okazję powiedzieć kilka słów do swej publiczności, poszerzyć ją, a na dodatek, jeśli obok nazwiska publikują zdjęcie, można się zapoznać z wizerunkiem pisarza, wizerunek zaś to podstawa. Gazety chętnie drukują felietony pisarzy, dziennikarze rzadko wszak teraz potrafią złożyć kilka zdań, podczas gdy pisarzom wciąż nieobca jest ta sztuka.

Bywa że pisarzem zapomnianym zostaje się po śmierci, no ale na to niewiele już można poradzić. Gorzej, gdy pisarz da o sobie zapomnieć za życia. Nie bierze udziału w wieczorach autorskich, konferencjach, promocjach, targach książki, panelach, nie wkłada jaskrawego krawata na spotkania w telewizji.

Wydawałoby się, że najlepszą metodą (poloniści mówili kiedyś: strategią), która nie pozwala zapomnieć o pisarzu, jest regularne wydawanie książek, ale człowiek nie jest maszyną. W okresach twórczej posuchy pisarze publikują więc niezapominajki: zbiory felietonów (uff!), esejów (uff, uff!), przedmów do książek innych pisarzów (uff, uff, uff!)… Wydają varia, te same utwory pod innym tytułem, wybory z poprzednich tomów, wybory z wyborów, dzieła zebrane, dzieła wszystkie, suplementy, dzienniki, listy… Wszystko po to, żeby uniknąć niepamięci. Książki niezapominajki wydawane są w niewielkich nakładach, bo nie służą do sprzedaży. Ich rola jest inna, mają stać na półkach księgarń i przypominać.

Najwyższym stadium dbałości o niezapomnienie pozostaje kształtowanie samej twórczości w taki sposób, by do zapomnienia nie dopuścić. Tutaj sposobów są setki, obserwujemy je na co dzień: problemy zassane do powieści z gazetowych kampanii, literackie opracowania modnych ideologii i tematów, zwracanie na siebie uwagi raz dziwactwami językowymi, innym razem pustosłowiem (w mowie krytyki nazywa się to: „deformowanie i hiperbolizowanie języków komunikacji masowej”). Krótko mówiąc, im bliżej literaturze do mediów i reklamy, tym mocniej odwdzięczą się one pisarzowi.
Powstają w ten sposób dzieła niezapomniane, które jednak nieustannie trzeba przypominać, bo czytelnicy o nich pamiętać nie chcą.

Dodaj komentarz

Filed under krytyka literacka, literatura polska

Głód trwalszej substancji

Rok Lutosławskiego ogłaszają, a ja sobie uświadamiam, że dawno nie słuchałem jego muzyki. Wracam więc do nieco już zakurzonych, odstawionych na dalszą półkę płyt Mistrza, do Anne-Sophie Mutter (Partita i Łańcuch II) z Krystianem Zimermanem (Koncert) i BBC SO pod batutą Kompozytora, do Krzysztofa Bąkowskiego z NOSPR pLutosławskiod Witem, do Ewy Pobłockiej i Piotra Palecznego w Koncercie fortepianowym (a więc trzy wykonania do wyboru), do dzieł orkiestrowych nagranych przez NOSPR z Antonim Witem, do Andrzeja Bauera w Koncercie wiolonczelowym

Słucham, ale też i czytam. Czytam Mieczysława Tomaszewskiego, który cytuje Lutosławskiego: „Uważam, że najbardziej rewolucyjnym krokiem, jaki może zrobić artysta dzisiaj, jest zignorować rewolucję. I zastanowić się nad tym, jakimi sposobami dzisiaj, z rozsypanej, rozproszkowanej materii, jaką mamy do dyspozycji – stworzyć coś, co miałoby cechy trwalszej substancji”. Dalej profesor cytuje także Pendereckiego, który mówi o poczuciu rozpadu świata i potrzebie syntezy.

Czytam to i uświadamiam sobie, że tej potrzeby syntezy, konieczności scalenia, nakazu reintegracji, odczuwanych przez naszych kompozytorów, nie widać w literaturze polskiej. Literatura istnienia takiego głodu nie potwierdza, literatura prób syntezy nie formułuje, ani utraconej pełni nie szuka. Nadal radośnie hasa pośród rozrzuconych malowniczo artefaktów kalekiej wyobraźni. Nadal tańczy na ruinach, rozkoszuje się żerowaniem po śmietnikach. Poczekajmy więc, aż i ona się obudzi.

Głód trwalszej substancji. Trzeba by spytać, czy odczuwa go teatr, sztuka, kino. Trzeba by…

Oglądam film Rehearsals with Lutoslawski nakręcony w Ameryce. Kompozytor pakuje walizy do bagażnika, przekazuje swoje partytury do archiwum, tłumaczy dziennikarzowi, że muzyka jest dla niego abstrakcją i nie ma sensu szukać w niej programu literackiego, dyryguje orkiestrą w Mi-Parti podczas otwartej próby, instruuje młodą wiolonczelistkę, jak grać któryś fragment z Grave? z Koncertu? Piegowata buzia amerykańskiej dziewczyny wpatrzona w starszego pana.

Dodaj komentarz

Filed under literatura polska, Lutosławski, muzyka współczesna

Ciekawy sposób…

…pisania o książkach, połączonego z wstawkami biograficznymi, z ilustrowaniem fragmentami książek.
Warto zobaczyć: http://toprzeczytalam.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized