Pisarze zapomniani i niezapomniani

Kilka dni temu przysłuchiwałem się rozmowie o pisarzach zapomnianych, którą zaaranżowali studenci na KUL-u. Potem, już w domu, uświadomiłem sobie, jak wiele robią pisarze, by ich nie zapomniano. Jedni rozpoczynają dzień od rundy po redakcjach czasopism i gazet, po biurach związków twórczych, po wydawnictwach i kawiarniach. Wydeptują ścieżki, by się pokazać, licząc na spotkanie tego i owego, nie dają o sobie zapomnieć. Bardziej leniwi, nie ruszając się z domu, próbują uzyskać podobny wynik za pomocą Facebooka czy blogu.

Dobrym efektem takich zabiegów staje się felieton w gazecie lub tygodniku. Pisarz ma wtedy okazję powiedzieć kilka słów do swej publiczności, poszerzyć ją, a na dodatek, jeśli obok nazwiska publikują zdjęcie, można się zapoznać z wizerunkiem pisarza, wizerunek zaś to podstawa. Gazety chętnie drukują felietony pisarzy, dziennikarze rzadko wszak teraz potrafią złożyć kilka zdań, podczas gdy pisarzom wciąż nieobca jest ta sztuka.

Bywa że pisarzem zapomnianym zostaje się po śmierci, no ale na to niewiele już można poradzić. Gorzej, gdy pisarz da o sobie zapomnieć za życia. Nie bierze udziału w wieczorach autorskich, konferencjach, promocjach, targach książki, panelach, nie wkłada jaskrawego krawata na spotkania w telewizji.

Wydawałoby się, że najlepszą metodą (poloniści mówili kiedyś: strategią), która nie pozwala zapomnieć o pisarzu, jest regularne wydawanie książek, ale człowiek nie jest maszyną. W okresach twórczej posuchy pisarze publikują więc niezapominajki: zbiory felietonów (uff!), esejów (uff, uff!), przedmów do książek innych pisarzów (uff, uff, uff!)… Wydają varia, te same utwory pod innym tytułem, wybory z poprzednich tomów, wybory z wyborów, dzieła zebrane, dzieła wszystkie, suplementy, dzienniki, listy… Wszystko po to, żeby uniknąć niepamięci. Książki niezapominajki wydawane są w niewielkich nakładach, bo nie służą do sprzedaży. Ich rola jest inna, mają stać na półkach księgarń i przypominać.

Najwyższym stadium dbałości o niezapomnienie pozostaje kształtowanie samej twórczości w taki sposób, by do zapomnienia nie dopuścić. Tutaj sposobów są setki, obserwujemy je na co dzień: problemy zassane do powieści z gazetowych kampanii, literackie opracowania modnych ideologii i tematów, zwracanie na siebie uwagi raz dziwactwami językowymi, innym razem pustosłowiem (w mowie krytyki nazywa się to: „deformowanie i hiperbolizowanie języków komunikacji masowej”). Krótko mówiąc, im bliżej literaturze do mediów i reklamy, tym mocniej odwdzięczą się one pisarzowi.
Powstają w ten sposób dzieła niezapomniane, które jednak nieustannie trzeba przypominać, bo czytelnicy o nich pamiętać nie chcą.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under krytyka literacka, literatura polska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s