Monthly Archives: Luty 2013

Z zimną krwią

Trio RGG, kiedyś Raminiak/Garbowski/Gradziuk, dziś Ojdana/Garbowski/Gradziuk. Koncert w lubelskim Teatrze Starym 13 lutego.

Trio jazzowe to osobny temat, wiedzą o tym wszyscy, którzy słuchali choćby triów Evansa, Petersona, Jamala, Jarretta, Mehldau’a czy Iyera. Ogromna tradycja, jest się do czego odnosić.

RGG gra jazz (bo przecież to niewątpliwie jazz) wysmakowany, intelektualny, ostentacyjnie akustyczny, perfekcyjnie zespołowy (solówki są tak wplecione w organizm utworu, że nie ma jak ich oklaskiwać), gęsty, pełen brzmieniowych piękności i niespodzianek, gra muzykę rozpiętą między postbopem i free improvisation, kompozycją i improwizacją, nawiązaniami do Szymanowskiego czy Chopina i współczesną muzyką poważną. Basista Maciej Garbowski i perkusista Krzysztof Gradziuk używają z wyczuciem poszerzonych technik artykulacyjnych. Pianista Łukasz Ojdana szuka własnej drogi i poszukiwania te uzewnętrzniają się w każdej niemal frazie. Pełno w tej muzyce ciekawych harmonii, polirytmii, erudycji muzycznej. Wchodzi się w nią z przyjemnością i chłonie bez znudzenia. Jest mało koncertowa i bardzo koncertowa zarazem, wiele jednak zależy od słuchacza (z tego co piszę widać, że targają mną sprzeczne uczucia). Wszystko to prawda. Brak mi jedynie szczypty pasji, ognia, serca, czegoś, co dla mnie w jazzie nieodzowne.

Tak napisałem po koncercie i dopiero na drugi dzień pomyślałem sobie, że cenię tych muzyków za ich zdecydowane i manifestacyjne ignorowanie jazzowej sztampy i konwencji, odrzucenie automatyzmu, uproszczeń i oczywistości. Oni zdają się zmieniać decyzję na temat rodzaju i charakteru wydobywanego dźwięku jeszcze w chwili, gdy ręka zmierza ku strunie/klawiszowi/membranie. Czy nie było w tej muzyce emocji? Były: w logice rozwoju wewnętrznego utworów, w ruchu ich części, w przejmowaniu przez muzyków od siebie nawzajem inicjatywy. Tam jest ukryta pasja, której szukałem.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under jazz, Lublin

Walka klasyków z romantykami

W „Ruchu Muzycznym” (nr 2/2013) Tomasz Flasiński wraca do tematu dwóch ścieżek, którymi biegnie muzyka współczesna przełomu wieków, cytując przy okazji mój artykuł sprzed czterech lat omawiający to zjawisko (Podzielona publiczność, „Odra” 1/2009). Czyni to po to, by skrytykować modernistyczny przechył w programach Warszawskiej Jesieni, z czym się troszeczkę zgadzam: można by prezentować nieco więcej kompozycji neoromantycznych, choćby dla kontrastu (może nie od razu „muzykę służącą rozrywce”).

Ale z wieloma argumentami autora tekstu się nie zgadzam i tu jestem po stronie Krzysztofa Kwiatkowskiego, który polemizuje z nim w tym samym numerze RM. To prawda, że na WJ usłyszeliśmy w ostatnich latach wiele nijakich utworów z „linii Bouleza”, ale i po stronie „linii Glassa” znalazły się straszydełka. Cóż, nie jest to festiwal arcydzieł, lecz głównie przegląd bieżącej produkcji, zgoda, wyselekcjonowanej, ale jednak…

Nie ma też chyba racji Tomasz Flasiński, gdy pisze, że niektórym krytykom czy słuchaczom „tonalność wydaje się równoznaczna z zachowawczością i kiczem, z pisaniem pod publiczkę, z banałem”. To nie tak. Wychowaliśmy się wszak na tonalności właśnie, na Bachu, Beethovenie i Chopinie, jakże mielibyśmy więc odrzucać wszelką tonalność z pobudek estetycznych? Prawdopodobnie słaby, nieciekawy utwór tonalny łatwiej obnaża swoje niedostatki niż słaba kompozycja atonalna. Dlaczego? – to już temat dla muzykologów.

Dodaj komentarz

Filed under muzyka współczesna