Monthly Archives: Maj 2013

Upadek czasopism literackich

Dyskusja o czasopismach literackich, zorganizowana przez redakcję kwartalnika „Wyspa” przy okazji Warszawskich Targów Książki (Po co komu czasopisma literackie?, sobota 18 maja), ani nie wzbudziła zainteresowania wśród gości targów, ani nie wniosła nowych idei.
Mówiono o czasopismach patronackich i całej reszcie, nie kwestionując tego podziału. Dla niezorientowanych: czasopisma patronackie (Twórczość, Literatura na świecie, Dialog, Nowe Książki, Odra, Akcent) to te, które na stałe finansuje podatnik. Nie muszą się one ubiegać o coroczne dotacje. Brak wśród nich jakiegokolwiek periodyku powstałego po komunizmie, choćby na zasadzie ozdobnika lub listka figowego.

W rozmowie na Stadionie Narodowym pojawiła się opinia, że czasopismo literackie powinno publikować poezję oraz prozę eksperymentalną. Dlaczego? Ja na przykład chciałbym czytać normalną prozę, a eksperymentów, szczególnie w polskim wydaniu, mam po dziurki w nosie. Polegają one głównie na kalkowaniu podpatrzonych gdzieś wzorów. Przy czym „normalną” nie znaczy tandetną, jak to rozumieją niektórzy wydawcy.

Podczas sobotniej dyskusji nie zauważono, że w ostatnim czasie mamy do czynienia z czarną serią upadków czasopism: od lubelskich „Kresów”, poprzez krakowską „Dekadę Literacką”, po szczecińskie „Pogranicza” (o ich zamknięciu akurat wspomniano; sporo o tym pisze Inga Iwasiów na swoim blogu). Jeden po drugim zamykane są dobre i bardzo dobre tytuły. Aby istniał i regularnie się ukazywał kwartalnik literacki, potrzebne są grosze – w porównaniu z kwotami wydawanymi na inne cele kulturalne (np. festiwale). Absolutne grosze. Liczących się tytułów było i jest kilkanaście, może dwadzieścia kilka. Ich zachowanie jest naszym psim obowiązkiem, obowiązkiem państwa. Cóż kiedy ani ono nie potrafi rozwiązać tego problemu, ani też środowiska nie formułują pod adresem państwa wyrazistych postulatów.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Święto wiosny

img1– A KODY interesujące w tym roku? – pyta mnie w mailu Sławek Wieczorek, muzykolog z Wrocławia.
Początek kwietnia, gruba warstwa śniegu przywala Lublin.
– KODY? – myślę. – Spokojnie, to dopiero na wiosnę, w maju, programu jeszcze nie ma…
I byłbym w końcu przeoczył, ale z chodników wyrosły kubistyczne klocki w kratkę, a prócz tego przyszło zaproszenie (wielkie dzięki organizatorom!).

Wieczór ze Świętem wiosny w stulecie powstania baletu Strawińskiego (jak ten czas minął!) – na wirydarzu u dominikanów. Wchodzimy w atmosferę już przygotowaną, rozbujaną koncertem Pierre’a Jodlowskiego i kapeli huculskiej z Werchowyny. Publiczność napływa, dostawiają krzesła. Na estradę wchodzą muzycy kwartetu Kwadrofonik, czyli fortepianowe Lutosławski Piano Duo (Emilia Sitarz, Bartosz Wąsik) + Hob Beats (Magdalena Kordylasińska i Miłosz Pękala, duo perkusyjne). Muzyka rusza z miejsca, a za plecami instrumentalistów ekran ożywa projekcją video. O! Więc balet z nagrania? Rozczarowanie.

Ale nie! Orientujemy się, że zespół tańczy tuż obok, na korytarzu klasztornym, a ekran pokazuje akcję w czasie rzeczywistym. Po chwili wyłaniają się w oknach i już są z nami, na dziedzińcu, rozbiegają się, opanowują jego obszar. Akcja sceniczna rozbija się i dzieli pomiędzy trzy przestrzenie: dwa rusztowania i korytarz klasztorny – stąd widoczna jest tylko dzięki kamerze. Młody zespół kilkunastu tancerzy ze Śląskiego i Lubelskiego Teatrów Tańca oraz z PWST w Krakowie (choreografia Jacek Łumiński). Kostiumy „cywilne”: bluzy, spodnie, adidasy, jakby wyszli z tłumu. Świeżość, witalność, zaangażowanie w dzieło. Ale ekran nie gaśnie, kamera wybiera sobie to tę, to znów inną grupę i teraz już trzeba się co chwilę decydować, na co patrzymy: na przedstawienie czy na jego projekcję.

Święto wiosny – pierwotne obrzędy ofiary i odrodzenia, muzyka ostra, ostentacyjnie rytmiczna, gwałtowna i dzika, która tak wzburzyła nieprzygotowanych na to uczestników premiery przed stu laty, pełna polirytmii i dysonansów. Muzyka na wielką orkiestrę, z przeraźliwym rykiem blachy, łomotem kotłów… Tu mamy tylko kwartet, który jednak dokazuje bez kompleksów, wyraziście odwołuje się do oryginału Strawińskiego, tworząc własny wariant utworu. Fortepiany traktowane perkusyjnie, bogactwo perkusjonaliów – próbują zastąpić pohukujące rogi, dzikie gwizdy fletów.

I wszystko to wiosną, pod gołym niebem, ciemniejącym pod wieczór. Spektakl się kończy, duże brawa, okrzyki zadowolenia. Sam pokrzykuję…

Różne były wystawienia tego baletu, od estetyzujących, ogrywających czyste, abstrakcyjne piękno proporcji ciała, poprzez widowiska o miłości, życiu i śmierci, po społecznie zaangażowane, np. z wyeksponowanym tematem męskiej dominacji. O co chodziło tym razem, nie potrafię precyzyjnie odpowiedzieć. Był to spektakl o kobietach i mężczyznach, o walce, wulgarności, agresji i przemocy, które potrafią rządzić ich związkami, naszymi związkami. Ale nie zabrakło również apoteozy piękna i dobra.

W przerwie powiało od bramy chłodem, po czym nadeszła druga część spotkania ze Świętem wiosny: wspólna improwizacja Jerzego Mazzolla (klarnet basowy) i Tomasza Sroczyńskiego (skrzypce, media elektroniczne). Tu mieliśmy do czynienia z wariacjami daleko odbiegającymi od dzieła sprzed stu lat, które stało się inspiracją do powstania wieloczęściowej, epizodycznej suity, a każde jej ogniwo miało swój własny charakter.

KODY. Festiwal Tradycji i Awangardy Muzycznej. Lublin 10-18 maja 2013
Organizator: Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych ROZDROŻA

Dodaj komentarz

Filed under Lublin, muzyka współczesna, Strawiński