Zniknąć w mapie

Czy jestem miłośnikiem kartografii? Chyba nie. To prawda, od dziecka lubiłem oglądać mapy i zostało mi to do dziś, ale bez przesady. Została mi także półka ze starymi, wytartymi „siedemdziesiątkami piątkami”, które zabierałem ze sobą w góry, na pojezierza, nawet nad morze i dziwiłem się, jeśli inni uczestnicy wypraw nie mieli ze sobą podobnych lub nie potrafili się nimi posłużyć, pytając o drogę. Ale miłośnik to pewnie ktoś inny niż zwykły użytkownik. Tak czy siak niewiele mi to wszystko pomogło przy lekturze książki, o której mowa.

mapa prolegomenaKsiążkę tę czytałem z poczuciem admiracji dla autorskiego zamysłu i samego autora, dla jego wspaniałego języka i bogactwa myśli, jednocześnie z poczuciem oszołomienia i dezorientacji. Nie wszystko rozumiałem, obce mi były niektóre założenia (przede wszystkim odrzucenie czasu na rzecz adoracji przestrzeni), ale nie mogłem się oderwać. Przyznam się wszelako do momentów zwątpienia, gdy przychodziło pytanie, czy podążanie za tą aforystyczną myślą, pełną dziwnych paradoksów, to nie strata czasu, jednak czytałem dalej. Próbowałem pojąć, o co chodzi z tym znikaniem i zanikaniem, lecz pozostałem w sferze domysłów. Może gdybym przeczytał Symulakry Baudrillarda, zrozumiałbym więcej, ale nie przeczytałem.

„Byt mapy pokrywa się z naszym bytem”. „Na mapie zakreślamy zawsze trójkąty, jeśli chcemy, by nasze doświadczenie stwarzało pozory pełni”. „Nie ma map nieaktualnych” – pisze autor. „Czyż mapa nie przechowuje w jakiś sposób tego, czego nie ma?” – pyta, nie tłumacząc dokładnie zaskoczonemu czytelnikowi, czyli mnie, o co tu chodzi. Zamiast wyjaśnień dostaję anegdoty biograficzne, wspomnienia z dzieciństwa i komentarze do utworów literackich. Urzekają fragmenty narracyjne – opowiadania o małomiasteczkowych wędrówkach (po Klimontowie, gdzie urodził się Bruno Jasieński czy Solcu nad Wisłą – miasteczku o dwóch rynkach). A także mnóstwo tajemniczych aforyzmów, jak ten: „Mapa nie pozwala na to, by narzędzie panowało nad ręką”.

„Wierność mapie jest warunkiem sine qua non literatury” – powiada Andrzej Niewiadomski.
Kundera, Miłosz, Borges, Schulz, Haupt, Proust, Joyce, Mann, Gombrowicz – z prozaików (ładne towarzystwo). Spośród poetów Rimbaud, Elizabeth Bishop, Leśmian, Iwaszkiewicz, Czechowicz, Polkowski. Myślałby kto, że tu powinienem się poczuć pewniej, ale skąd! „Poza kartografią nie ma literatury” – zapewnia Niewiadomski, dowodząc wyjątkowej wartości poetów mapy. „Mapa zawsze czuwała (…) to ona uchroniła mnie przed bałwochwalstwem literatury”. I jak mam to rozumieć? Książka łamigłówka, gra szklanych paciorków. A zabawa z czytelnikiem, jaką prowadzi autor, wygląda mniej więcej tak: Już, już zaczynam wiedzieć, o czym pisze, już mi się wyłania kontur tematu, któremu poświęcił dany fragment – i nagle wolta i znów nic nie wiem. Wieczny początek.

Wszystkie rozdziały owej książki są pierwsze, bo ona wciąż mówi o początku, a „początek jest mapą”. Autor wierzy, że można się wyzbyć fascynacji celem i nie próbować nawet osiągnąć końca. Nic się więc w tej książce nie domyka i nic nie dąży ku pełni.

A jeszcze motyw trzymanej nad mapą perspektywy – jak go rozumieć? Bo przecież znów nie wprost, nie jako oddalenie czasowe, skoro czas odrzucamy. Więc luneta? Odwrócona?

Czytając, miałem ochotę za słowo „mapa”, które króluje w tekście (synonimów w polszczyźnie niewiele, autor powiada o odporności mapy na synonimy), podstawić jakieś inne słowo. Najpierw podstawiłem „kulturę” i czytałem dalej, a tekst wydawał mi się jakby jaśniejszy. Wkrótce jednak natrafiłem na wyraz „kultura”, użyty w całej książce chyba tylko ten jeden raz, i moja metoda spełzła na niczym. Po jakimś czasie znów poczułem konieczność czytania metaforycznego i wtedy wpadłem na zdanie: „Kto nie ma wyobraźni nie powinien w ogóle zbliżać się do mapy”. Ejże, pomyślałem, tu chodzi o poezję i podłożyłem słowo „poezja”. Jeśli nie masz wyobraźni, nie zbliżaj się do poezji. Autor jest poetą. On żyje w świecie poezji, pośród znaków i metafor. Słowo „poezja” dało się więc użyć, podobnie jak „kultura”, i już się zdawało, że lepiej czytać o „poezji” niż o „mapie”, gdy wlazło mi przed oczy słowo „poezja” i wszystko wzięło w łeb. Zresztą co wspólnego może mieć mapa z poezją? Tu mechaniczne odwzorowanie terenu, tam szaleństwo wyobraźni, tu pomniejszenie rzeczywistości, tam nieograniczona skala… Tak by się wydawało, prawda? Rzecz w tym, iż dla Niewiadomskiego mapa nie jest kopią terytorium, za to „rządzi [ona] bezprawiem wyobraźni”. Przeczytałem jeszcze, że poezja mieści się w znikaniu, ale mapa nie znika i że „mapa delikatnie popycha poezję w odpowiednim kierunku, ale nigdy nie zmusza jej do niczego”. Chociaż „wiersz może tylko próbować powiedzieć coś na temat mapy”.

Pisząc o mapie, autor odrzuca wiele narzucających się tematów, a więc np. geopolitykę i historię („nie uznaję historii mapy”), choć rozważa pytanie, jaką mapę moglibyśmy uznać za podsuwaną nam przez piekło. Zamiast tego proponuje tematy inne, dziwne, pisze o ruchu mapy, jej niedostępności, podobnej niedostępności kobiet, o tym, że mapa jest częścią oka, że to nie ludzie tworzą mapy, lecz mapy tworzą ludzi. Zauważa, iż nie ma przyszłości mapy ani snów o mapie („w świecie onirycznym rządzi topografia, nie kartografia”), nie ma map nieaktualnych ani mapy bez linii brzegowej, że na mapie nie ma miejsca dla ludzi.

Patronami tego eseju są Baudrillard, Lyotard, św. Augustyn, Nietzsche. Na założeniach wziętych z Baudrillarda jest on oparty i chwilami się zastanawiałem, czy aby owych założeń jednocześnie nie kompromituje (bo jak można opowiadać o pasji, a książka ta jest niewątpliwie opowieścią o pasji, przyjmując język kogoś, kto głosi, że wszelkie dzianie się jest pozbawione znaczenia, a wyobrażenia wytwarzają rzeczywistość?). W każdym razie czuję tu jakąś nieodpowiedniość, coś tu do czegoś nie pasuje, jak źle leżący garnitur. I do tego jeszcze ten H.D. Thoreau – człowiek mapy, działający w imieniu mapy, „który bardzo blisko jest ideału znikania”. Ideału znikania!

Czy po przeczytaniu tej książki wiem już, czym jest mapa? Wydaje mi się, że trochę wiem. Ale tylko trochę. Jest czymś, co rozciąga się we wszystkich kierunkach, nie ma celu, a jedynie początek, czyli miejsce, w którym się znajduję. Jest czymś oderwanym od życia i ludzi. Chroni przed pustką. Odbiera perspektywę personalną i nadaje… jaką? Tego nie wiem. Muszę jeszcze przeczytać kilka książek i potem powolutku, myśląc po kolei o każdej rzeczy, próbować to rozszyfrowywać.

Andrzej Niewiadomski, Mapa. Prolegomena, Lublin 2012.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under książki, literatura polska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s