Monthly Archives: Grudzień 2013

Orawa

Kiedy umiera artysta, cóż nam pozostaje? Czytać jego książki, wracać do jego obrazów, słuchać jego muzyki. Szukam więc na swoich półkach z płytami, lecz utworów Wojciecha Kilara znajduję niewiele. Nigdy nie był moim idolem, ceniłem go za walca z Trędowatej i poloneza z Pana Tadeusza, za muzykę do Ziemi obiecanej, ale nie kupowałem popularnych płyt z takimi utworami jak Missa pro pace czy September Symphony.

W roku 2005 usłyszałem o Sinfonii de motu, skomponowanej z okazji Światowego Roku Fizyki, i pomyślałem, że napiszę coś o tym utworze do „Forum Akademickiego”, pisma adresowanego przecież do świata nauki. Jednak po wysłuchaniu utworu nie miałem o czym pisać. Symfonia ta pozostawiła mnie obojętnym.

Nowa prostota leży poza granicami mojej bajki, jeśli czasem słuchałem takiej muzyki, to raczej dramatycznego, pełnego wewnętrznego krzyku Henryka Mikołaja Góreckiego. Dlatego na półkach odkrywam niewiele płyt z muzyką Kilara, ale jednak coś się znajdzie. Wczesny, efektowny, sonorystyczny Riff 62 na fortepian solo, zespół dętych, dwie grupy perkusyjne i dużą grupę smyczków. Mam ten utwór w dwóch wykonaniach. Jest wciąż świeży może dzięki temu, że to ta mniej ortodoksyjna odmiana sonoryzmu. Nie chodzi tu wyłącznie o przedstawienie katalogu poszerzonych technik i możliwości artykulacyjnych. Podobno prawykonanie na WJ’62 tak się spodobało, że orkiestra bisowała.

Dalej wygrzebuję Upstairs-Downstairs z 1971 na dwa chóry dziecięce i orkiestrę, nagrany podczas koncertu jubileuszowej 50. Warszawskiej Jesieni. Na sali ktoś cięgiem pokasłuje. Utwór minimalistyczny, lecz znów nieortodoksyjnie. Bardzo piękny, mimo tubalnego kaszlu. Byłem na tym festiwalu, lecz ten koncert musiałem ominąć.

Wreszcie nawijają mi się pod rękę dwa wykonania Orawy (1986): Marek Moś z orkiestrą Aukso i Agnieszka Duczmal z orkiestrą Amadeus. Ajajaj! To dwa różne utwory! Amadeus eksponuje ludowość, folklor góralski… A da się inaczej? Przecież to utwór na góralszczyźnie oparty, czy można ją z niego wypreparować? Nie można, lecz Aukso maskuje ludowość, dając w zamian jakąś romantyczność, przestrzenność, drugi plan, którego nie ma w wykonaniu Amadeusa. Moś narzuca szybsze tempo, Duczmal jest wolniejsza, choć mało zauważalnie. W wykonaniu Agnieszki Duczmal słyszy się minimalizm, prostotę, Marek Moś to jakoś zamazuje i komplikuje. Amadeus kończy brawurowo, co właśnie wprost z ludowości wynika, końcowy okrzyk to dziarskie zawołanie górali. Aukso kończy mizernie, nijako, to minus, lecz próbuje pokazać ten utwór od innej, nowej strony, to z kolei plus.

Krzesanego, Kościelca, Exodusu obiecuję sobie posłuchać w internecie, ale to już w Nowym Roku.

Dodaj komentarz

Filed under muzyka współczesna

Kryzys w „Ruchu Muzycznym”

Bulwersująca jest sytuacja w redakcji tego pisma, sygnalizowana mi przez różne osoby i szeroko komentowana na blogu Doroty Szwarcman. Czekałem od miesięcy, co z tego zamieszania wyniknie, ale zwolnienie Doroty Kozińskiej, może najlepszego pióra w tym zespole, uświadamia, że w żaden sposób nie chodzi tu jednak o dobro pisma.

Dodaj komentarz

Filed under czasopisma

Tomasz Bielawiec czyta „Studnię”

cropped-img_0084.jpgIsn’t it ironic… don’t you think? Zaraz po piosence Alanis Morissette słyszę w radiu moją powieść w odcinkach! A więc nie od poniedziałku 16 grudnia lecz chyba od wczoraj można słuchać Studni w Radiu Lublin. Czyta Tomasz Bielawiec, aktor Teatru im. J. Osterwy w Lublinie. Przed południem o godz. 11.49, a wieczorem powtórka o 23.10. To od poniedziałku do czwartku, w piątki nie ma powtórki.

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip, książki, literatura polska, Lublin, nowości książkowe, powieści, premiery, Studnia, Wydawnictwo JanKa, zapowiedzi

Pierwsze reakcje

„Propozycja Grzegorza Filipa nie podsuwa rozwiązań oczywistych, podobnie jak równanie pomiędzy Januszem a Grażyną ma wiele zmiennych. Rozwój wydarzeń zaskakuje, a kierunek, w jakim zmierza akcja, wytrąca ze strefy komfortu i zmusza do uruchomienia emocji. Emocjonalna jest zresztą cała Studnia, choć nie są to uczucia, którym warto dać się ponieść…” – pisze Justyna Gul na portalu granice.pl. więcej

Czy warto zaglądać do studni? – pyta Beata Kobierowska na blogu CO WARTO CZYTAĆ?
„Nie jest to powieść spektakularna, oszałamiająca. Raczej skromna i pod względem rozmiarów, i pod względem zastosowanych środków. Ale może to tylko pozory? Może do Studni trzeba zajrzeć głębiej?”. więcej

Problematykę psychologiczną uwydatnia Katarzyna Stec (blog KSIĄŻKI NA CZASIE):
„Wiele u Grzegorza Filipa emocji tętniących gdzieś głęboko w środku i dławionych w sobie. Poznając historię bohaterów Studni, trudno stanąć jednoznacznie po stronie ojca lub córki, bo oboje mają nieco za uszami. Najbardziej uderza jednak brak dialogu między nimi, brak próby nawiązania porozumienia. Niebywały upór i gorycz towarzyszą zwłaszcza kobiecie. Co musi się stać, by pękła jej skorupa?”. więcej

Z zainteresowaniem przeczytałem refleksje Jarosława Czechowicza, który pisze na blogu:
„Studnia” Grzegorza Filipa to, co najlepsze, ukrywa dopiero w zakończeniu. Wtedy, kiedy wydaje się, że wiemy już wszystko, rozumiemy bohaterów, ogarnęliśmy ich problemy w kilku różnych wymiarach i zmierzamy pewnie ku przewidywalnemu w naszym odczuciu finałowi. To mądra książka o braku relacji i o relacjach nie tyle kalekich, co trudnych trudnością niezrozumienia tego, w jakim kierunku mają podążać. Interesujące studium alienacji i ekstrawertycznego życia w ruchu gdzieś, gdzie tego ruchu jest na tyle dużo, iż w pewnym momencie nie dostrzega się… stagnacji. Opowieść o ojcu i córce, którzy nie znaleźli czasu, by zajrzeć nawzajem w głąb siebie. Robią to zatem osobno; penetrują swoje wnętrza, z dala od siebie, z dala od wspólnej przeszłości i z przekonaniem, iż jedno nie jest już drugiemu potrzebne. więcej

cropped-img_0098.jpgDo lektury STUDNI zachęca też „Kurier Lubelski”. Jego recenzent zauważa:
Zbliżam się powoli do wieku bohatera tej książki i podczas lektury często łapałem się na myśli: czy i mnie to czeka, czy i mnie to może spotkać? Bo wbrew pozorom życie każdego z nas, z pozoru gładkie i nudne, kryje zadry, które dopiero po latach mogą dać znać o sobie i zaboleć, gdy okoliczności ku temu są sprzyjające. więcej

I jeszcze obszerna i najwnikliwsza recenzja Michała Pawła Urbaniaka na portalu ArtPapier, z której wybieram niewielki fragment:
Grzegorz Filip nie eksperymentuje zbytnio, nie kokietuje czytelnika grami językowymi, nie stawia na szokujące sceny (a i te zapewne mogłyby tu znaleźć swoje miejsce), nie miesza narracji, nie rozbudowuje też nadmiernie swoich postaci, których emocje często pozostają tu nienazwane, kryją się gdzieś między wierszami – być może właśnie dlatego Janusz, Grażyna, Irena, Oliver, Julek czy Hubert (w gruncie rzeczy tak zwyczajni, wręcz pospolici!) mają w sobie wiele życia, nie wydają się skrojeni według gotowych literackich szablonów. więcej

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip, książki, literatura polska, nowości książkowe, powieści, premiery, Studnia, Wydawnictwo JanKa