Muzyka wielorybów, ptaków i ludzi

Czytanie tej książki zajęło mi wyjątkowo dużo czasu nie tylko z uwagi na nieplanowane zajęcia i kłopoty, które obległy mnie akurat przy jej lekturze, absorbując i utrudniając, lecz także z powodu wielowątkowości i bogactwa poruszonych tematów. To one zadziałały na mnie przy czytaniu, prowokując do rozmyślań odbiegających daleko od samej muzyki, do powtórnego wielokrotnego słuchania utworów Griseya, a także Murailla, Duforta, Dalbavie’ego, Saariaho, Harveya i innych. Bo w książce tej nie same utwory są ośrodkiem zainteresowania autora, ale tematy, motywy, problemy, dlatego Jan Topolski powraca wielokrotnie do tych samych kompozycji, za każdym razem ukazując jakiś inny aspekt.

grisey

Co to za książka? Można ją nazwać monografią twórczości Gerarda Griseya (1946-98), pierwszą w Polsce, podobno trzecią na świecie, monografią francuskiego kompozytora, twórcy spektralizmu, którym kilkanaście lat temu zachwyciliśmy się w Polsce niezmiernie (Griseyem i spektralizmem) i którego utwory do dziś wcale się nie zestarzały. Nadal podziwiamy ich „hipnotyczną moc i iluzjonistyczny urok”. Jan Topolski, jeden z najzdolniejszych krytyków muzycznych młodego pokolenia, zafascynowany Griseyem od lat, potwierdza ową książką zarówno klasę francuskiego kompozytora jak i swoją klasę jako interpretatora sztuki muzycznej. Widma i czasy to książka pionierska, świetnie napisana, ważna. I przeznaczona mimo wszystko dla słuchacza, nie wyłącznie dla muzykologa. Te specjalistyczne, trudne passusy można w końcu wypuścić.

Muzyka Gerarda Griseya, zwana muzyką wielorybów, ptaków i ludzi, jest wdzięcznym obiektem opisu nie tylko z uwagi na swe walory percepcyjne. Kompozytor nawiązywał w swej pracy do różnych teorii, m.in. do teorii informacji, wykorzystywał zjawiska przyrody (np. rytm pulsarów), powoływał się na inspirujące koncepcje filozoficzne i tworzył własne teksty teoretyczne. Pozostawił szkice, tabele, wykresy, które pomagają zrozumieć jego koncepcje. Dlatego książka obejmuje tyle sfer i skrzy się wieloma odcieniami. Ale też taki artysta musiał sprawiać kłopot monografiście, kłopot nadmiaru, wielości. Z pewnością nie było łatwo uchwycić go w tej migotliwej aurze.

Nielinearny układ treści każe nam skakać po tematach, co nie ułatwia odbioru. Autor opowiada o teoriach muzycznych i kontekstach filozoficznych muzyki spektralnej, o laboratorium dźwięku, akustyce i problemach technicznych, o matematyce i innych dziedzinach nauki, prowadzi rozważania o przestrzeni i o czasie (pojęcie fundamentalne w muzyce spektralnej), przywołuje kontekst społeczny, historyczny i polityczny ruchu spektralistów, powstałego na przełomie lat 60. i 70. Nie umykają mu także inspiracje muzyczne (tu wymienia Messiaena, Stockhausena, Weberna, Bouleza, Harveya, Norgarda), literackie i plastyczne, filmowe, religijne i mitologiczne. Książka ta uświadamia, jak wiele składników tworzy stop, którym jest myślenie, odczuwanie, słyszenie i wyobraźnia kompozytora.

Układ tematyczno-problemowy zostaje jednak skrzyżowany z historią poszczególnych dzieł w porządku chronologicznym, od Przestrzeni akustycznych po Cztery pieśni na przekraczanie progu. Przyglądając się poszczególnym kompozycjom, Topolski omawia rozwój idei muzycznych Griseya, inspiracje, przemiany podejścia do czasu, ewolucję języka kompozytora. Punktem odniesienia są tu zarówno wcześniejsze wypowiedzi muzykologów, których cytuje, czasem z nimi polemizując, jak też wypowiedzi eseistyczne samego Griseya i fragmenty jego niepublikowanych dzienników, które Topolski miał okazję czytać w Fundacji Paula Sachera, gdzie złożone jest archiwum artysty.

Krążenie wokół twórczości Griseya przekształca się miejscami w wycieczki po twórczości innych spektralistów. Autora wyraźnie ciągnie ku monografii całego nurtu, która być może właśnie powstaje.

Czytając Widma i czasy, obserwowałem m.in. literackość prób opisania samej muzyki, gdy autor mówi o „rytmie oddechu i serca”, „spazmatycznych, jęczących glissandach”, altówce, która „traci stały grunt i ślizga się po dźwiękach”, „schodzi do artykulacyjnego inferna”, przechodzi długą drogę „jakby od figuratywności do abstrakcjonizmu Kandinsky’ego”. Gdy dalej krytyk słyszy „czkawkę średniowiecznego hoketu”, „tykanie zegara”, „owadzią krzątaninę drewna”, „osobliwą dźwiękową fabrykę”. Odwieczne pytanie, jak pisać o muzyce. I jedna z możliwych odpowiedzi, jaką jest ta pasjonująca książka.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under książki, muzyka współczesna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s