6 Lublin Jazz Festival

Gorące przyjęcie kwartetu Ravi’ego Coltrane’a na Lublin Jazz Festival uświadomiło mi, że taki jazz – jak by go nazwać: mainstreamowy? – ma wciąż masę wielbicieli. Sam też się do nich zaliczam (choć nieortodoksyjnie), nie wiedziałem tylko, że tak nas w Lublinie dużo. Coltrane pokazał, ile można wycisnąć z postbopowego grania, jeśli biorą się do niego muzycy doświadczeni lecz nie wypaleni, a twórczy. Na mnie zrobił wrażenie podany w zawrotnym tempie i zagrany na sopranino Segment Charlie’ego Parkera, świetny temat własny Ravi’ego na ¾ Quilly’s Blade, grany na sopranie, a także Fantasm Paula Motiana i mieniący się odcieniami Spirit Fiction – oba z ostatniej płyty, brzmiącej jednak zupełnie inaczej, bowiem miał w niej udział Ralph Alessi (tp), którego w Lublinie zabrakło.
Podczas koncertu aplauz zbierał wspaniały perkusista, mniej doceniono chyba znakomitego, tynerowskiego w stylistyce, pianistę. Ravi Coltrane dysponuje znakomitym brzmieniem na tenorze, lubi schodzić w dół, by pokazać, co tam potrafi. Ten koncert to była ogromna przyjemność.
Skład: Ravi Coltrane (ts, ss), David Virelles (p), Dezron Douglas (b), Johnathan Blake (dr)

vi-lublin-jazz-festiwal-plakat_ok-190x190Dwie godziny wcześniej Adam Bałdych (v) z Piotrem Orzechowskim (p), grający utwory własne i Zbigniewa Seiferta, przyjęci zostali z pewną rezerwą, choć przedstawili muzykę piękną, inteligentną, bogatą, skomplikowaną, niestety mało zróżnicowaną co do tempa. Uśpili widownię i niewiele pomógł zagrany na koniec ekspresyjny temat Quo vadis ze słynnej płyty Seiferta Passion.

To w niedzielę, a w sobotę Satoko Fujii Orchestra Lublin, czyli gorąca dwunastka z udziałem muzyków z Polski. Satoko buduje swoje formy wyraziście i dość podobnie jedna do drugiej, dba o czytelny rozwój utworów, pamięta o kulminacjach i klarownych rozwiązaniach, improwizującym muzykom wyznacza ograniczone przestrzenie, zmuszając ich do kondensacji wypowiedzi. Słuchacz, obserwując, jak czytelnie prowadzi ona zespół, może sobie wyobrażać, jak sam by to zrobił, gdyby stał tam gdzie ona.

Lubelski festiwal rozwija się ciekawie. Dla organizatorów wielkie brawa!

Na koniec trzy sprawy:
1. Coraz bardziej podoba mi się sala koncertowa Centrum Kultury, ma w sobie coś z klubu i coś z pełnowymiarowej koncertówki. Jazzu słucha się tam bardzo dobrze.
2. Do autorów programu: Geri Allen to ona.
3. Kwestia nazwy festiwalu. Trzeba się na coś zdecydować: albo po angielsku i wtedy „festival” przez „v”, albo po polsku, lecz wówczas trzeba by tę nazwę przemodelować, bo po polsku zestawienie trzech rzeczowników w mianowniku nie znaczy nic.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under jazz, Lublin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s