Monthly Archives: Maj 2014

Taka jest literatura

MNPrzystanKiedy myślę o zmarłym przed paroma dniami Marku Nowakowskim, przypomina mi się pierwszy kontakt z jego prozą. Był to niepozorny tomik Przystań, kupiony w antykwariacie przy Dąbrowskiego (dziś Bernardyńska) w czasach licealnych, przeczytany z dużym zainteresowaniem. I właśnie ta książka będzie mi się zawsze kojarzyć z autorem Raportu o stanie wojennym, mimo że później pozostawałem pod urokiem Księcia nocy czy opowiadań z tomu Chłopiec z gołębiem na głowie.

Gdy chodziłem do ogólniaka, kręciła mnie proza takich pisarzy jak właśnie Marek Nowakowski, Ireneusz Iredyński czy Janusz Głowacki. Trochę później poznałem książki Tadeusza Konwickiego, Bogdana Madeja, Janusza Andermana. Co mnie pociągało w tej literaturze? Bohater, który w zdeprawowanej i nieatrakcyjnej rzeczywistości PRL-u żyje i funkcjonuje po swojemu, w pewien sposób obok, wolny, niezaangażowany, jakby ona go nie dotyczyła (to szczególnie Iredyński, Głowacki, Anderman i Stachura). Bohaterowie ci egzystowali poza schematami, a jednak tu i teraz. Twórcy takich książek próbowali udowodnić, że w komunizmie da się żyć, jeśli tylko odnosimy się z pogardą, a przynajmniej z dystansem, do jego ideologii, praktyki społecznej czy gospodarczej, do języka, którym się on posługuje. Książki te dowodziły, że można zapomnieć o złu i kłamstwie, na których ufundowano ustrój państwa, tworząc własną rzeczywistość, wszechświaty równoległe.

Dziś wiemy, że pisarze przełomu lat 70. i 80. mieli tylko trochę racji, sporne pozostaje, czy mamili nas bardziej czy mniej niż autorzy political fiction (Zajdel, Oramus, Parowski, Wnuk-Lipiński) i twórcy egzotycznych reportaży. Bo jednak nas mamili. Marek Nowakowski robił to stosunkowo najuczciwiej.

Dodaj komentarz

Filed under Bogdan Madej, książki, literatura polska, Nowakowski, Stachura

Kronos Quartet w Lublinie

Koncert Kronos Quartet na KODACH… Pani Dorota Szwarcman zadowolona, a myśmy z żoną w połowie uciekli. Było na tyle zimno, że nie umiałem w tych warunkach słuchać. Gdyby na wirydarzu Centrum Kultury zagrał zespół ludowy lub jazzowy, to co innego, ale kwartet smyczkowy zabrzmiał mi tam blado i bez wyrazu. Zginął w łopotach płacht i w promenadowej atmosferze.

Dodaj komentarz

Filed under Lublin, muzyka współczesna

Król jest nagi

Ważny głos Piotra Wojciechowskiego w „Nowych Książkach” (5/2014)
Kilka spraw. Po pierwsze zaskoczyło mnie to:
„Dziś trudno mi nakłonić wydawcę, żeby wydał moją książkę”. „…nie wszyscy mają siłę walczyć z wydawcami i przegrywać”. „Od dwóch lat mam gotową powieść, która być może nigdy nie będzie wydana”. Tak mówi pisarz znany i uznany, niemłody, z pokolenia moich rodziców, który debiutował w latach 60. i wciąż jest aktywny twórczo. Bez kokieterii przyznaje, że ma trudności z publikacją. Pierwszy raz się z tym spotykam, dotychczas autorzy trzymali fason przed czytelnikami, nieświadomymi, jak to od kuchni wygląda. I przed autorami literatury popularnej, którzy opowiadają w mediach, jak to wydawca wyrywa im rękopis spod pióra. A ja już dawno coś podejrzewałem, widząc, w jak dziwnych wydawnictwach wychodzą książki cenionych autorów. Ciekaw jestem przyczyn.

Rzecz druga. Wojciechowski: „Literatura faktu robi z czytelnika zachwyconego gapia”, „…w pracy nawiązywania rozmowy między pisarzem a czytelnikiem, rozwijania wyobraźni, poszerzania przestrzeni intelektualnej wolności – literatura faktu w gruncie rzeczy nie uczestniczy”. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Poza nielicznymi wyjątkami jest ona literaturą dla mało wymagających, nie wnosi wartości duchowych, nie ubogaca. Jej pozycja jest przeszacowana i wynika z uwarunkowań pozaartystycznych. Trudno dyskutować ogólnie, ale każdy podłoży sobie tytuły książek, które zna.

I trzeci temat: „…język literacki zostaje zamordowany przez samych literatów”, którzy w pogoni za czytelnikiem, dla efektu, prześcigają się w nadużywaniu wulgarności i brutalizmów, ignorują normę. To prawda, nie ograniczałbym się tu jednak do wulgaryzmów. Nadużycia to problem szerszy. W literaturze języka trzeba używać, nie nadużywać. Pora przywrócić zarzuconą kategorię smaku i posługiwać się nią przy podejmowaniu decyzji artystycznych.

O efekciarstwie literackim, które przejawia się nie tylko w języku, pisałem parokrotnie. Nazwałem je literaturą 3D. Moim zdaniem w ostatnich latach zwiodło ono z dobrej drogi wielu utalentowanych pisarzy i niektórych krytyków. Jak dalece normą stała się aberracja, świadczą opinie o książkach napisanych bez nadużyć, bez przesady, książkach, których autorom nie odebrało wyczucia ile można. Wiem, powieści pozbawione tanich efektów potrafią być przyjmowane jako „dziwne”, „tradycyjne”, „niedzisiejsze”. Jeśli książka nie przypomina obwieszonej migającymi cudeńkami choinki, to coś jest nie tak. Nie chcę mówić o upadku gustów wśród czytelników, bo wielu z nich odrzuca rokokowe szaleństwa, a niektórzy dostrzegają skrywającą się za nimi pustkę. Ubolewam nad gustami krytyki.

Dodaj komentarz

Filed under krytyka literacka, książki, literatura polska, powieści, sztuka pisania