Dojrzewanie starszego pana

Późna twórczość artystów jest zwykle przeznaczona dla dorosłych. Młodzież, nawet pełnoletnia, nie wszystko z niej zrozumie. Może dlatego, że wciąż bliska jest jej postać Piotrusia Pana? Wiem to po przeczytaniu książki Philipa Rotha Konające zwierzę i po lekturze kilku tekstów na jej temat, napisanych przez młodych ludzi.

NARODZINY ODPOWIEDZIALNOŚCI

Książka Rotha odbierana jest w Polsce jako opowiedziana z pikantnymi szczegółami historia romansu starszego pana z młodą kobietą, przypowieść o próbie odsunięcia starości i śmierci dzięki donżuanerii, dzieje miłości i tęsknoty, manifestacja wolności od norm społecznych (przełamanie stereotypu starości), wreszcie – refleksja o przemijaniu. To wszystko prawda, ale tylko na powierzchni. Dojrzalsze czytanie odsłania głębsze pokłady myśli amerykańskiego pisarza. Tekst Rotha interpretowany jest też jako polemika z wzorcami obyczajowymi ukształtowanymi w latach 60. poprzedniego wieku, upowszechnianymi wciąż przez masowe media. W czasach przyspieszonej, jak nigdy dotąd, zmienności świata, trwałość niektórych ideologii i stereotypów jest zadziwiająca, a to przecież media – nie rodzina, kościół, szkoła czy krąg towarzyski – kształtują dzisiaj poglądy na świat. I tu zbliżamy się do sedna: Konające zwierzę jest powieścią o narodzinach odpowiedzialności, burzy atrakcyjność mitu wolnych związków (czy właściwie braku związków), powstałego pół wieku temu i utrwalonego w kulturze popularnej do dziś. Roth przekreśla stereotypy cywilizacji medialnej, która zmistyfikowała problem starzenia się ciała, przerażona, że jego wygląd zaczyna z wiekiem odbiegać od kanonów upowszechnianych w telewizyjnych reklamach, wyniosła do najwyższej rangi problem gotowości seksualnej itp. Według tego paradygmatu, życie starego człowieka jest bezwartościowe, skoro przestaje w nim dominować seks. W Konającym zwierzęciu obserwujemy raczej bezwartościowość pogoni za seksualnym spełnieniem, autor zdaje się przekonywać, że życie jest gdzie indziej. Późno osiągniętą dojrzałością swojego bohatera Roth ujawnia słabość hedonistycznej rewolucji lat 60. i jej zbyt długo trwającego epigonizmu. Czy można to było pokazać lepiej? Na pewno tak. W sposób bardziej otwarty zaatakował ideologię panseksualnej nieodpowiedzialności Michel Houellebecq w Cząstkach elementarnych, obwiniając pokolenie hipisowskie. Pokazał nieszczęście, jakie postawy dzieci−kwiatów przyniosły im samym i ich potomstwu. Książka Rotha czytana jest powierzchownie. Dostrzegane jest to, co łączy ją z kulturą masową (powiedzmy uczciwiej: masową rozrywką): seks, romans, walka młodości ze starością. Ale przecież nie po to Roth tę książkę napisał, by stworzyć scenariusz do kolejnego, trzeciorzędnego filmu. Przynajmniej mocno w to wierzę. Krytycy bardziej zwracają uwagę na słowa bohatera, nie mając do nich dystansu, niż na to, co wynika z jego historii. Tak, jakby nie przyjmowali do wiadomości kreacji literackiej, jakby czytali wypowiedź odautorską, esej. Jakby ważniejsze było to, co powiedział, od tego, co się stało. Eseistyczność narracji (autor wielokrotnie w tok opowiadania wprowadza traktaty: o małżeństwie, o wolności) stała się matnią. Tymczasem kluczowym wydarzeniem powieści jest pojawienie się chorej Consueli i przemiana bohatera, jaka się w obliczu tej choroby dokonuje. Romans Davida to historia przejścia od zaspokajania własnych potrzeb – raz prymitywnych, innym razem wyrafinowanych – do miłości.

CYWILIZACJA ZABAWY

Mamy w tej książce bohatera ukształtowanego przez modne idee kontrkultury zawarte w Erosie i cywilizacji Herberta Marcusego, a więc harmonijne połączenie Narcyza z Orfeuszem: radość i spełnienie, godzenie Erosa z Thanatosem, zatrzymanie czasu, triumf równowagi, harmonię istnienia, połączenie człowieka z przyrodą. W praktyce jednak z tej arkadyjskiej wizji dziwnie jakoś wychyla się ludzka bestia: życie na bieżąco, ucieczka przed odpowiedzialnością za swoje działania, egoizm, pogoń za perwersją i nieustanna zabawa. David zatraca się w zmysłowości, estetyzuje rzeczywistość, eksperymentuje. Realizacja popędów prowadzi go do cierpień, zazdrości i dyskomfortu. Związek z Consuelą, po okresie erotycznych i estetycznych uniesień, rozpada się. Davidowi pozostaje zazdrość i tęsknota. Popęd się jakoś nie sublimuje, jak chciał Marcuse. Przemiana postawy Prometeusza, z którym wiąże się rywalizacja i walka, w postawę Orfeusza−Narcyza nie prowadzi do „egzystencji uspokojonej”, do spełnienia, lecz wiedzie do seksualnego konsumpcjonizmu i obojętności na drugiego człowieka. Ból i cierpienie nie znikają. Spełnieniem okazuje się więź, miłość, odpowiedzialność. Nie traktować innych jako obiektu przemocy i represji – to teza Marcusego i innych ideologów kontrkultury. Okazuje się tymczasem, że lęk przed oddziaływaniem negatywnym wywołał brak jakiegokolwiek oddziaływania, co doprowadziło do międzyludzkiej obojętności. Taka jest historia George’a, przyjaciela Davida, skazanego na śmierć przez rodzinę – przykład zobojętnienia na uczucia drugiego człowieka. Wielu komentującym powieść Rotha umyka to, że David opowiada swoją historię nie tylko nam. Jej adresatem jest konkretna osoba, umieszczona w powieściowym świecie. Nieznana nam i tajemnicza. Nie jest to przyjaciel, bo jedyny przyjaciel Davida, George, już nie żyje. Nie może to być Consuela ani inna kochanka. David opowiada, a słuchacz się nie odzywa. Milczy, by na sam koniec, gdy David zrywa się, żeby jechać do szpitala, przekonywać go: Nie jedź. Jeśli pojedziesz, to po tobie. Dlaczego „po tobie”? Co to znaczy? Jest to powieść o przyjęciu wyzwania, o narodzinach odpowiedzialności. To przed nią ostrzega Davida głos podpowiadacza, mówiąc: „Jeśli pojedziesz, to po tobie.” Po jakim „tobie”? Po poprzednim „tobie”, bo teraz David jest już kimś innym. Właściwie cała jego opowieść to miód na uszy podpowiadacza. Nie zgadza się tylko końcówka. Głos nie dostrzega jednak, że już za późno na przestrogi. David pędzi do szpitala, bo „ona jest sama, jest przerażona, trzeba ją nakarmić…” Miłość Davida to już nie miłość a la ‘68. Nie zabawa kosztem innych. Czym jest głos podpowiadacza nawołujący do wierności tradycji Piotrusia Pana? To głos współczesnej cywilizacji rozrywkowej, która chętnie zaabsorbuje zabawę, perwersję, ideologię, ale odrzuci odpowiedzialność, dorosłość, powagę. Czy David opowiada swoją historię bardziej mnie, czy bardziej jemu, podpowiadaczowi? Chyba to drugie, sądząc po popisach ze zlizywaniem krwi miesięcznej. A może to Roth, chcąc nie chcąc, wpisuje się w licytację na perwersje, jaka trwa od jakiegoś czasu między pisarzami? (Choć po perwersyjnych idiotyzmach Bataille’a trudno już coś nowego wymyślić. Wszystko jest przedszkolem.) David opowiada to, co chce usłyszeć medialna cywilizacja zabawy, dopiero w końcówce powieści wyłamie się ze stereotypu, zrozumie, co jest naprawdę ważne. David na starość doświadcza uczuć, których nie znał. Czy posłucha głosu podpowiadacza, który chce go zatrzymać na poziomie indywidualistycznego egoizmu, czy pójdzie swoją drogą, do której dorósł bardzo późno, którą odkrywa dopiero uświadomiwszy sobie bliskość śmierci młodej Consueli? Jest to powieść o późnym odkryciu miłości, odkryciu dzięki temu dojrzałym, niepozbawionym refleksji. Przypomina mi się w tym kontekście Oksana Włodzimierza Odojewskiego, jakże jednak inaczej poprowadzona dzięki wątkowi historycznemu. W powieści Rotha ze świata wiecznych przyjemności David przedostaje się do świata powinności. Przypomina to przemianę romantyczną. Czy tak się stanie, czy odnajdzie się w nim – tego nie wiemy.

Philip Roth, Konające zwierzę, przeł. Jolanta Kozak, Warszawa 2006.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under książki, literatura obca, powieści, Roth

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s