Pod prąd

P1000432Wnuczka Raguela Krzysztofa Koehlera i Tratwa manekina Piotra Wojciechowskiego spotkały się, jak zwykle przypadkiem, stając jedna po drugiej na linii moich lektur. I naświetliły się wzajemnie. Obie powieści próbują odświeżyć ideę samopomocy społecznej, choć podchodzą do niej z różnych stron. W obu też pojawia się motyw upartych prób stworzenia rodziny i troski o obce dziecko. Obaj pisarze ustawiają także wspólnotę w kontrze do systemu, co staje się symbolicznym nawiązaniem do Solidarności. Bardzo to ciekawe i jakże inne, nowe w stosunku do wychwalanej, popieranej i nagradzanej, a często jałowej, prozy ostatniej dekady.

Koehler przywołuje w tytule powieści Księgę Tobiasza, opatruje książkę mottami z Izajasza i Tobiasza właśnie, a także z Boba Dylana. A motta te mówią o Bożym wsparciu, które otrzymuje człowiek, o czynieniu dobra i o miłości. Przetrąceni, bezimienni bohaterowie, tułając się z dzieckiem po dworcach i śmietnikach, doznają naprzemian to agresji i zła, to znów dobroci ludzkiej i bezinteresownej pomocy. Świat z Cormaka McCarthy’ego. Chłopak, na którego pada w tej książce snop najmocniejszego światła, powodowany siłą miłości, poszukuje utraconej dziewczyny, wielokrotnie zbliża się do niej i znów oddala, za każdym razem zaczynając wędrówkę od początku. Jego nieliczący się z przeciwnościami upór w dążeniu do pełni, którą jest tu zbudowanie czegoś trwałego i dobrego, stworzenie rodziny, można czytać metaforycznie. Świat Koehlera staje się figurą naszej rzeczywistości, z której usunęliśmy dobro i piękno, kulturę i filozofię, nazywając je nieużytecznymi narracjami.
Po wszystkich zabawach i grach stylistyczno-językowych, którym oddaje się polska proza ostatnich lat, książka Koehlera robi piorunujące wrażenie czystością tonu.

Również pod prąd modom literackim idzie Piotr Wojciechowski. I to nie tylko dlatego, że odwołując się do zapomnianej dziś tradycji prozy Conrada, w szkatułkowej kompozycji przekazuje opowieść o marynarzu. Tratwa manekina to powieść o wspólnocie, która integruje się wokół pewnego zadania, a właściwie dwóch zadań: pomocy powodzianom i uzyskania prawa do adopcji dziecka. Ci socjolodzy, którzy wciąż wierzą w bezkonfliktowe społeczeństwo, chętnie podsuwają dziś koncepcję wspólnoty zjednoczonej wokół kolektywnego zadania jako remedium na konflikty wspólnot zorientowanych na idee i wartości. Moim zdaniem to utopia; idee i wartości zawsze będą mocniej poruszać ludzi niż zadania. Te ostatnie mogą się stać za to uzupełniającym integratorem, czego pozytywne konsekwencje widzimy właśnie w powieści Wojciechowskiego. Jego książka stawia na nowo pytania o misję współczesnej polskiej inteligencji.

Reklamy

1 komentarz

Filed under książki, literatura polska, nowości książkowe, powieści

One response to “Pod prąd

  1. Pingback: Rok 2014 w prozie | grzegorz filip. blog literacki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s