Monthly Archives: Wrzesień 2015

Więcej wiedzy, mniej moralizowania

Na tym blogu piszę o literaturze, książkach i ich twórcach, dlatego nie chciałem tu zabierać głosu w sprawie imigrantów. Tymczasem do tematu wzięli się pisarze, niektórzy nie najmądrzej i nie najlepiej. Stąd ten komentarz.

Manifest Olgi Tokarczuk, która „miała sen”, powiadamia nas o fascynującej historii współżycia Europy z kulturą islamu, o czekających miejscach pracy, zwolnionych przez Polaków, którzy wyjechali do Anglii i innych utopijnych mirażach, o syryjskich pierogach. Mamy też połajanki innych autorów. Mariusz Sieniewicz na swoim blogu pisze o naszym kraju, który: „odsłania spotworniałą twarz: ksenofobiczną, egoistyczną, stężałą w partykularnych, tchórzliwych lękach”. Stylistycznie cudne i pięknie zamyka wszelką dyskusję.

„Im więcej w internecie głosów jawnie rasistowskich, ksenofobicznych, tym bardziej – oczywiście – opowiadam się po stronie przeciwnej” – pisze na blogu Jerzy Sosnowski. Jego wpis jest wyważony, pełen wahań i wątpliwości, nie ma tam nic o „spotworniałych twarzach”, problem w tym jednak, że ta strona przeciwna, którą Sosnowski „odruchowo” wybiera, to – przynajmniej dla mnie – nic lepszego i ciekawszego od owych „głosów jawnie rasistowskich”. Ta strona przeciwna, to bowiem ideologiczne hasła, młotkowanie, etykiety, kłamstwa, moralny szantaż, w najlepszym przypadku bezrozumne powtarzanie, że Polacy mają jakiś dług wdzięczności.

Rzecz w tym, że nie ma tu dwóch stron, nie ma podziału na dobrych i zlych. Im więcej wiem o całej sytuacji, tym więcej rozumiem i nie jestem skazany na odruchowe przylgnięcie do jednej z dwóch stron, które się instynktownie sformowały. Więcej wiedzy! Ale czy komuś naprawdę zależy na tym, bym więcej wiedział?

Na przykład w mediach mainstreamowych, które gorliwie pokazują tłumy pod płotami, chętnie poczytam i posłucham, skąd się nagle wzięły w Europie setki tysięcy muzułmanów i kim są ci ludzie. Bo ofiary wojny nadal siedzą podobno w obozach. Zabierzcie kamery spod płotów, pojedźcie do źródeł. Przydałoby się więcej wiedzy o tym, co się dzieje w Turcji, jak wygląda jej zaangażowanie w Syrii i kto w Turcji finansuje przerzut takich mas ludzkich do Europy. A także dlaczego nikt nie walczy z masowym przemytem ludzi. Kto tu popiera rosyjską, turecka, albańską mafię przemytniczą. Dobrze byłoby wiedzieć, jakie działania prowadzi Rosja i dlaczego tak jej zależy na destabilizacji nie tylko na Bliskim Wschodzie, lecz także w Europie. Sprowadzanie wszystkiego do problemu „przyjąć – nie przyjąć”, „pięć czy dziesięć tysięcy” to infantylność.

Ale najwięcej wątpliwości dotyczy samej Europy. Trudno zrozumieć, dlaczego – nie radząc sobie z problemem – UE nadal wzbrania się przed ogłoszeniem, że więcej ludzi nie przyjmie? Dlaczego nie pomaga krajom brzegowym Unii, takim jak Węgry czy Grecja, nie przysyła tam urzędników imigracyjnych, sprzętu, pieniędzy, by opanować ludzki potok, odsiać Albańczyków, którzy korzystają z zamieszania i udają uchodźców wojennych? Unia ma już na swoim terytorium pół miliona migrantów, czy chce mieć następne setki tysięcy i miliony? Jak sobie z nimi poradzi, skoro teraz bezradnie się miota, rozdzielając po kilka tysięcy ludzi do różnych krajów? Co zrobi z resztą tej masy? Skąd się bierze zaciekły opór przed wysyłaniem pomocy w rejon konfliktu, tak aby uchodźcy mogli pozostać w państwach ościennych i po jakimś czasie wrócić na swoje terytorium? Czy komuś zależy na tym, by nie wrócili? W co grają Niemcy?

Krótko mówiąc chcemy wiedzieć, o co tu chodzi.

To są pytania, na które Polacy oczekują odpowiedzi, nie potrzebują natomiast moralnego wzmożenia, etykietowania, pedagogiki wstydu, bajek o łagodnym islamie. Jeśli nasi pisarze chcą nas uczyć o kulturze islamu, niech nam opowiedzą, czym jest salafizm. Niektórzy z nich wolą jednak demagogiczne szlochy, że skazujemy ludzi na śmierć. Tym, którzy znaleźli się w Europie, śmierć nie grozi. Mówienie o zagrożeniu ich życia jest kłamstwem. Śmierć grozi tym, którzy są przerzucani. I ten przemyt trzeba zatrzymać stanowczą odmową przyjęcia kolejnych partii uciekinierów. Ci, którzy zapraszają wszystkich przybyszy, nie licząc się z tym, ilu ich jeszcze będzie, narażają ludzi na śmierć.

Reklamy

1 komentarz

Filed under sztuka pisania

Trudne jest życie pisarza

„Autor, autor” Davida Lodge’a, nie biografia, lecz powieść biograficzna o życiu Henry’ego Jamesa, a właściwie pewnym wycinku tego życia, to książka jakby nie Lodge’owska, zupełnie inna niż jego „Zamiana”, „Terapia” czy „Skazani na ciszę”. Brak ironicznego dystansu narratora, właściwy tamtym utworom, sprawia, że powieść ta nie potrafi ulecieć w przestworza niczym balonik, opada, zbliżając się… do powieści Jamesa.

autor

Lodge’owi udało się uchwycić prawdę o profesji pisarza, związanych z nią planach, nadziejach, rozczarowaniach, nawet upokorzeniach. Stworzył portret samotnika z wyboru, poświęconego bez reszty sztuce, świadomego wartości swych dzieł. James nie robi kariery tak jak inni pisarze, którzy epatują swoją odmiennością seksualną, skandalami towarzyskimi, skandalicznymi fabułami swych powieści. On pracuje nad materią literacką i każdy, kto czytał choćby jego „Bestię w dżungli”, rozumie, o czym mówię.

Lodge pokazał też ważny moment w rozwoju kultury europejskiej. W chwili owej twórczość popularna zaczyna dominować nad sztuką pełnowartościową nie tylko nakładami książek i wysokością tantiem autorskich. Oto w świadomości wykształconych elit poczyna się zatracać różnica między prawdziwą wartością artystyczną i jej popularną podróbką. Dobre wypierane jest przez niedobre, a koneserzy tego nie dostrzegają. Z tego powodu bestseller wyrasta ponad arcydzieło, a rząd dusz przejmują gazety.

Dodaj komentarz

Filed under książki, literatura obca, powieści, sztuka pisania