Monthly Archives: Luty 2016

Rozmowa o książce

Aneta Kwaśniewska: Widząc w tytule słowo „miłość” czytelnicy spodziewają się romantycznej historii. Nieco ckliwej, może trochę trudnej, ale z happy endem. W „Miłości pod koniec świata” tak nie jest…

IMG_0617Grzegorz Filip: Różne bywają oblicza miłości, a związki miewają rozmaity przebieg, nie zawsze szczęśliwy. Pomysł tej książki narodził się jesienią 2012 roku. Siedziałem nad planami innej powieści, której akcja miała się rozwijać w latach 80. Był już nawet tytuł – „U schyłku lata”. Pod koniec października spadł śnieg, a potem przyszedł długi ciepły listopad. Właśnie wróciłem z wyjazdu w okolice Skierbieszowa, gdy media usiłowały ośmieszyć lub zatuszować informację, że eksperci być może znaleźli we wraku ślady trotylu bądź nitrogliceryny. A ja pomyślałem, że chcę wreszcie napisać książkę o miłości. I z połączenia tych trzech elementów – reakcji na zakłamanie, zachwytu nad pięknem doliny Wolicy i tęsknoty za napisaniem romansu – narodziła się ta powieść.

Dalszy ciąg rozmowy

1 komentarz

Filed under Miłość pod koniec świata

Z recenzji

*
Losy Anny i Bernarda tak mnie wciągnęły, że nie byłam w stanie się oderwać! Wielkim atutem tej pozycji jest bez wątpienia narracja widziana z punktu widzenia różnych bohaterów, dzięki czemu mamy okazję bliżej ich poznać i zrozumieć targające nimi emocje i rozterki. Nie wszystkie postacie wzbudzają sympatię, ale bez wątpienia są świetnie wykreowane i wyróżniają się z tła. Autor posługuje się ciekawym, nieco poetyckim stylem, który nadaje tej historii nieco subtelności i barwy.
IMG_0679„Miłość pod koniec świata” to słodko-gorzka, poruszająca i przepełniona emocjami opowieść o trudnej miłości, która przychodzi niespodziewanie i wywraca życie do góry nogami, skomplikowanych relacjach międzyludzkich, wkraczaniu w dorosłość i demonach przeszłości, od których trudno się uwolnić, bez względu na to, jak bardzo się próbuje.
Vilandra, Lubimy czytać

*

Ogromna uczuciowość bohaterów, ich podatność na zranienia, ale też stany euforyczne, liczne wątpliwości i zaskakujące decyzje – wszystko to sprawia, że stają się realni. Na tyle, by czytelnik mógł żyć kolejnymi etapami historii, którą stworzył autor. A ta wcale nie toczy się przewidywalnym torem.

Katarzyna Stec, Książki na czasie

*

Dobitnie opowiedziana historia o uczuciowym rozdarciu i szukaniu sedna w różnych wymiarach życia, która finalnie pozostawia czytelnika w poczuciu niejednoznaczności i emocjonalnego szoku. Polecam.

Aneta Kwaśniewska, Książki w eterze

*

Grzegorz Filip wie o czym pisze i robi to naprawdę dobrze i rzetelnie. Cieszę się, rzadko spotykam malownicze a jednocześnie prawdziwe opisy regionu. Naprawdę wielki ukłon.

Co do historii. Jest ciekawa, z odpowiednią dawką dramatyzmu. Bohaterowie są pełnokrwiści, wielowymiarowi, złożeni. Nie lubię romansów, w których wszystko idzie jak wycinane setny raz z tego samego szablonu.

Katarzyna Mastalerczyk, duzeKa.pl

Dodaj komentarz

Filed under książki, literatura polska, Miłość pod koniec świata, nowości książkowe, powieści, premiery

Miłość pod koniec świata

miłość pod koniec świataKsiążkę tę ukończyłem w ubiegłym roku, w czasie gdy polatała już w powietrzu jaskółka zmian. Fruwała wysoko, wysoko i mało kto ją dostrzegał. Ja też nie byłem pewny, co widzę; parę ostatnich lat przyćmiło wzrok, a i okulary może trzeba by już wymienić na nowe. Dlatego powieść ta jest przede wszystkim świadectwem naszego pogubienia się, niepewności, rozdarcia. Mówi o tym, że aby coś nowego zacząć, trzeba czasem z hukiem zatrzasnąć za sobą drzwi. I jeszcze o tym, że stanąwszy na rozdrożu, lepiej wybrać ścieżkę naprzód, w prawo lub w lewo niż zawrócić. A tak w ogóle, to „Miłość pod koniec świata” mówi po prostu o miłości.
Natomiast apokaliptyczne przepowiednie o końcu świata należy traktować tak, jak na to zasługują.

2 komentarze

Filed under Miłość pod koniec świata

Żal i satysfakcja

Są takie powieści, po których przeczytaniu pisarz żałuje, że to nie on je napisał. Mam to samo, choć taka pisarska zazdrość nie zdarza mi się zbyt często. Rzadko trafiam na dobre książki? Nie, bynajmniej. Mało czytam? Przeciwnie, choć znam takich, co czytają znacznie więcej niż ja. Rzecz w czym innym.

Nie odczuwam na przykład podobnej zawiści wtedy, gdy książka mi się podoba, cenię ją, podziwiam nawet, ale jest „nie moja”. Czyli jaka? Co miałoby to znaczyć? „Nie moja”, gdyż autor poruszył w niej „nie moje” tematy i problemy, akcję osadził w środowisku, o którym nie pisuję, bo go dobrze nie znam, skonstruował „nie mój” świat, posługując się „nie moim” językiem i konwencjami, zbudował „nie moją” formę… Taką książkę mogę uznać nawet za arcydzieło, ale jej autorowi nie pozazdroszczę. Wiem, że takiej książki sam bym nie napisał.

Czy to znaczy, że nade wszystko odpowiadają mi książki zrobione tak, jak ja bym je zrobił? Nie. Oczywiście, że nie. Najbardziej wzbogacają mnie właśnie powieści „obce”, „nie moje”. One wnoszą świeży powiew i być może zmieniają coś w moim własnym pisaniu (nigdy jednak rewolucyjnie, przynajmniej dotąd). Ale zazdrościć komuś, że napisał tekst, który ja powinienem był napisać, potrafię tylko wtedy, gdy jest on „mój”, bliski moim wyobrażeniom o powieści, kiedy odnajduję w nim własne tematy, motywy, własny świat wyobrażeń. Forma, język – to w tym przypadku sprawy drugorzędne.

Żalu, że to nie ja, nie noszę w sobie długo. On trwa tylko chwilę i owocuje czasem pomysłami, notatkami, które przeważnie do niczego nie zostają użyte. Te fascynacje bywają krótkie. Pozostaje przekonanie, że miało się do czynienia z jakimś zazębieniem światów, wrażliwości, postaw, poglądów… że w jednym rozbłysku znalazłem się na moment we wspólnej przestrzeni z innym autorem, najczęściej cenionym przynajmniej za tę jedną książkę, i to daje satysfakcję.

Dodaj komentarz

Filed under książki, powieści, sztuka pisania