Imitacja parnasu

Przy okazji „sprawy Krzysztofa Masłonia” (próbowano go usunąć z jury Angelusa i Nagrody Miasta st. Warszawy, gdzie jest jedyną osobą spoza salonu) warto poruszyć kwestię nagród literackich w Polsce. Te najlepiej znane i najbardziej lukratywne, to Nike, Angelus, Gdynia, Paszport „Polityki”, ostatnio doszła Nagroda im. Gombrowicza. Nagrody z drugiego krańca – Mackiewicza i Identitas – to inny przypadek, nie są szerzej znane, ich wpływ na promocję książek jest znikomy.

Nagrody mają wartość marketingową, budują pozycję pisarzy, stanowią sygnał dla czytelników, kogo warto czytać, jakie książki należy przyswoić.

20160227_113106„Czy w ogóle współcześni polscy pisarze głównonurtowi piszą jeszcze powieści, czy tylko utwory pod nie się podszywające, książki powieściopodobne?” – pytał dziesięć lat temu Jacek Dukaj. Opisywał swoje ulubione powieści: „długie (…), z epickim oddechem, wciągające tak, że człowiek zupełnie się w lekturze zatraca i wraca do niej wieczór za wieczorem, zapadając w fikcyjny świat fikcyjnych postaci na godziny i godziny, smakując maestrię konstrukcji fabularnych na równi z maestrią języka”. Dominująca na rynku literackim wpływowa grupa krytyków, jurorów i wydawców postanowiła jednak inaczej i promuje inną literaturę. W takim kraju jak Polska odkryto bowiem pilniejsze potrzeby niż oczekiwania czytelników. Tutaj, nad Wisłą należy przecież walczyć o postęp. Przy okazji tej zbożnej walki można zaś zyskać coś jeszcze.

►Popatrzmy na uhonorowane ostatnio największymi nagrodami wydawnictwa: Czarne, Znak, WL, WAB i kilka innych. Lista jest ograniczona. Jak widać, kilka firm zrobiło sobie niezły biznes.
►Nominowani autorzy: wąska grupa o przewidywalnym składzie z nielicznymi zmianami.
►Nagrodzeni autorzy: ci, którzy nie dostali Nike, dostają Gdynię itd.
►Nominowane i nagradzane książki:
►tematyka – musi być interesująca dla środowisk liberalno-lewicowych, inaczej nie przejdzie; preferowane są książki o niczym, które udają, że są o czymś, oraz książki zideologizowane, doraźne w swych przesłaniach,
►preferowane postaci – „kobieta, dziecko, Żyd, homoseksualista, człowiek odmiennego pochodzenia etnicznego bądź innego wyznania niż większość” – jak to kiedyś zgrabnie zestawił prof. Przemysław Czapliński,
►wspierana problematyka – kosmopolityzm, emancypacja, przekroczenia obyczajowe, patologie rodzinne, antyklerykalizm, antyreligijność, drwiny z tradycji, odmiennych stylów życia i nieliberalnych poglądów, mistyfikowanie problemu ojczyzny i patriotyzmu, przedstawianie Polaków jako narodu zacofanego, nierozumiejącego postępu, demaskowanie rzekomych polskich kompleksów, „szyderstwo z choroby narodowej mitologii” itp.; literatura ma być młotkiem służącym do wbijania progresywnych wyobrażeń do ciemnych głów, podsuwać lewicowe recepty modernizacyjne,
►kreowane światy – surrealizm, absurd, groteska, realizm magiczny, „manifestacja wyzwolonej wyobraźni” (eufemizm określający książki o niczym), foldery z podróży,
►język – chorobliwa gadatliwość, stylizacje, zabawy językowe, barokowe manieryzmy,
►styl – moda na konstruowanie kunsztownych zdań o niczym, styl przysłania treść, przykuwa uwagę do opowiadacza, odwraca uwagę od opowieści,
►postawa autora – eskapizm, wieczna negacja, odwrócenie plecami do istotnych problemów, ironiczny dystans do powieściowych postaci i zdarzeń, błazenada, tanie popisy przed czytelnikiem, intelektualna hochsztaplerka, nadęcie, manifestacja słuszności (np. poprzez deformację postaci wroga), okazywanie lewicowego zaangażowania.

Nie zawsze jest tak źle, ale na tyle często, że powinien się nam włączyć dzwonek alarmowy. Wiele popieranych i nagradzanych książek cechuje brak odniesienia do rzeczywistości, deficyt wartości poznawczych, a bywa, że również intelektualna i artystyczna niedojrzałość.

►Jury – te same osoby pojawiają się w składach jurorskich różnych nagród. Są to krytycy związani z czasopismami lewicowymi. Jury interesuje się niemal wyłącznie tymi pozycjami, które były wcześniej omawiane i reklamowane w GW, TP itp. Jury nie ryzykuje wprowadzenia do obiegu autora spoza przewidywalnego kręgu. W efekcie nagrody otrzymują autorzy takich koszmarków jak np. „Balladyny i romanse”.

Krąg autorów wylansowanych dzięki tym nagrodom jest dość ograniczony. Bardzo wielu czytelników uznaje ten krąg za czołówkę polskich pisarzy współczesnych. Każda książka autora z tej wybranej grupy uznawana jest w mediach za dzieło wyróżniające się lub wybitne, witana zapewnieniami, że ten pan/ta pani „nie potrafi napisać słabej książki”. Wielu krytyków zaprzedało się owemu systemowi promocji, zamknęło oczy na rzeczywistość literacką istniejącą poza zaklętym kręgiem. Wykreowali świętych, których teraz naśladuje młodsza brać pisarska. „Skoro tak się powinno pisać, to piszmy!”. Czytelników mniej wyrobionych oszukuje się w celach komercyjnych (korzysta na tym bardzo wąska grupa wydawnictw), ale przede wszystkim w celach ideologicznych czy wręcz politycznych. Powstały w ten sposób parnas jest marketingową podróbką, niestety na tyle złudną, że nabrali się nań także niektórzy literaturoznawcy. Inna sprawa, że krytyki pozauniwersyteckiej w Polsce nie jest znowu tak wiele.

Dopóki będzie się nominować do nagród tylko taką prozę, jak wyżej opisana, dopóty nie będziemy mieli literatury współczesnej na poziomie. Sytuacja przypomina lata 80.: popieranie rewolucji artystycznej Henryka Berezy – prozy, która uciekała jak się tylko dało od rzeczywistości – i obok nurt political fiction zwany też socjologiczną SF, jako wentyl. Popieranej literatury, mimo chórów zachwytu, nikt nie czytał, choć miała wysokie nakłady, ludzie czytali fantastykę, bo w kostiumie SF mówiła o współczesności, mechanizmach władzy, walce z narzuconym siłą reżimem, o mechanizmach propagandy, po prostu – o ówczesnej Polsce.

Kryteria nominowania do nagród literackich nadają się dziś do wymiany. Podobnie do wymiany nadają się składy jurorskie. Wietrzenie to pierwsza recepta jaką można zaproponować. Mam jednak świadomość, że to będzie bardzo trudne.

Trudno będzie teraz o nowe hierarchie, gdy przyzwyczajenia każą nam słuchać wciąż jednego, bardzo sugestywnego głosu. Mamy nie tyle krytyków, ile ideologów pewnego typu literatury, występujących raz w roli guru, innym razem jako komisarze, i stąd problem „niewolniczego serwilizmu”, jak by powiedział Artur Sandauer. Wokół grupy autorów zgromadzonej w kilku wydawnictwach utkano kokon, zrobiono z nich celebrytów, którymi już pozostaną. Myślę jednak, że znajdzie się zróżnicowana grupa krytyków nieskażonych starymi nawykami, otwartych na wartości. To z kręgu literaturoznawców powinien wyjść dzisiaj impuls do świeżego spojrzenia na literaturę, sprostowania narosłych nieporozumień, odbrązowienia, jak to się kiedyś mówiło. Patrząc jednak na środowisko akademickie, obawiam się, czy jest ono do tego zdolne. Łatwo w nim o oportunizm, trudno o odwagę.

Last but not least, nagrody literackie fundowane są z publicznych pieniędzy (poza Nike). Wszyscy się składamy na czek dla autora, którego poziom i osiągnięcia oceniło dość specyficznie dobrane grono jurorów. W rękach ludzi ograniczonych jedną estetyką i przynależnością do jednego środowiska nagrody literackie stały się zaprzeczeniem celów, ku którym miały zdążać.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under krytyka literacka, książki, literatura polska, media, pisarze, powieści, życie literackie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s