Category Archives: Darowski

O sukcesie

„Powodzenie jest zgubą większości artystów” – pisze w swoim eseju Jan Darowski, którego książkę właśnie czytam. Powodzenie sprawia – mówi dalej – że energie, które gromadziłyby się za tamą „niezrozumiałości” i piętrzyły w potęgę, wyciekają łatwym strumykiem. Gdy niezrozumiany Picasso tworzył wciąż nowe, oryginalne dzieła, Chirico – sprzedając bez trudu – „stanął tam, gdzie zatrzymało go powodzenie”.

darowski-eseje-okladkaKasprowicz, który „miał szanse na to, żeby przebić barierę dźwiękową naszego języka i stać się wielkim europejskim poetą”, na skutek powodzenia „wyszumiał się w łatwych zwrotkach”. Powodzenie zniszczyło skamandrytów. Nikt nie miał tak ułatwionego startu jak oni i nikt tak haniebnie nie przegrał – pisze Darowski.

W łatwości, z jaką można zdobyć poklask, jest coś poniżającego dla pisarza – powiada londyński poeta, który sam nie miał łatwego życia i na pewno zasłużył sobie na wyższą pozycję niż ma. W jego wydanych przez rzeszowską „Frazę” esejach, które polecam, czuje się autora niedowartościowanego. Stąd gwałtowne polemiki, awantury niemal, z Łobodowskim, Miłoszem, Zbyszewskim, Czerniawskim.

Łatwy poklask, który dosięga innych – to już moja refleksja – dostarcza nam czasem satysfakcji: Ach, taka słaba książka, a jakie zachwyty! Czujemy się lepiej, widząc, że doceniane są rzeczy mało wartościowe, tym bardziej jeśli sami jesteśmy niedowartościowani. Utwierdza nas to w przekonaniu, że krytyka się nie zna. Perły przed wieprze. Ciekaw jestem, jak reaguje np. pisarz, na którym wreszcie się poznano, lecz satysfakcja spotkała go za książkę, którą uważa za najsłabszą swoją rzecz, za wypadek przy pracy, albo celowo napisaną poniżej własnych standardów. Ale czy jest sens próbować?

Ten wpis inspirowany jest tekstem Magdaleny Jankowskiej.

3 komentarze

Filed under Darowski, książki, literatura polska, Magdalena Jankowska, nowości książkowe, premiery

Unsere czyli nasi

Razem z „Frazą” znalazłem w kopercie książkę wydaną dopiero co w Rzeszowie przez Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne „Fraza”. Jan Darowski, Unsere, z posłowiem Alicji Jakubowskiej-Ożóg. Znalazłem i odłożyłem na stosik z lekturami wakacyjnymi, a teraz przeczytałem z dużą satysfakcją.

Nazwisko autora, emigracyjnego poety, który do końca życia pozostał w Anglii, nie jest mi obce, o czym musiała wiedzieć Magda Rabizo-Birek, wkładając tę książkę do koperty i adresując do mnie. A może zapakował ją dla mnie Janek Wolski, którego nazwisko widnieje tu jako redaktora serii? Rzecz wyszła bowiem w cyklu dzieł Darowskiego, w którym znajdą się jego eseje, poezje i ta właśnie autobiografia.

Ileż to ostatnio na rynku książek autobiograficznych! Krytycy wymyślili zaraz, że ważniejsze się one stają niż powieści, że powieści nam zastępują (patrz – wakacyjny numer „Znaku”). Tymczasem Jan Darowski obdarzył nas esejem autobiograficznym, któremu chwilami blisko do powieści. W każdym razie czyta się go jak powieść. Tym bardziej że mamy tu wyrazistą kreację bohatera.

Fabuła obejmuje lata wojny, gdy śląskiego nastolatka z Brzezia nad Odrą zapakowano bez pytania w mundur koloru feldgrau i wysłano na front zachodni. Było ich wielu – Ślązaków, Pomorzan, Wielkopolan – którym kazano walczyć za Hitlera. Autor opowiada o tym, jak przeżył, unikając strzelania do aliantów, jak we Francji poddał się Amerykanom i został wcielony do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Ale jak opowiada!

Istotą tej relacji staje się zamiar podważenia wszystkich niemal pojęć na temat wojny, Niemców, aliantów, jakie usadowiły się w naszych głowach. Lektura uświadomiła mi, że nie wiedziałem dokładnie, jak wyglądała od środka armia niemiecka i czym się różniła od amerykańskiej i angielskiej, że za mało wiedziałem o tym, jak traktowali Polaków Anglicy, co zawdzięczamy Szkotom, a co Czechom.

Pozycja, z której opowiada i ocenia historię Darowski, przynosi niebanalny materiał obserwacyjny (jako Polak był w Wehrmachcie outsiderem, jako niemiecki jeniec – wrogiem dla Amerykanów, a dla Brytyjczyków kimś obcym i niechcianym), ale jeszcze więcej zawdzięczamy niezwykłej inteligencji, która za pomocą specyficznego stylu, piekącej ironii i swoistego języka przepracowuje ten materiał.

Pośród smakowitych anegdot i rozważań o polityce, literaturze, kobietach oraz przewadze tygrysów nad shermanami rodzi się portret żołnierza-samochwała, który dzięki sprytowi wielokroć uniknął śmierci, ratując jeszcze innych, potrafił przechytrzyć niejednego podoficera, a i w czasie, gdy paradował już w battle dressie cało wyszedł z niejednej opresji. Czy to obraz prawdziwy? Pozostańmy przy tym, że to oparta na faktach, barwna kreacja literacka świadka historii.

Po wojnie Jan Darowski osiadł w Londynie, pisał i tłumaczył, pracował jako robotnik i drukarz. Już jako autor „Kontynentów” wystąpił z tekstem o niemożności pisania prozy na emigracji, co tłumaczył w ten sposób, że pisarzy poza krajem, niebędących autentycznymi świadkami społeczeństwa, z Polską wiąże tylko język, a to za mało. Autobiografia dowodzi, że się mylił.

Z Janem Darowskim korespondowałem w latach 90., wymieniliśmy kilka listów przy okazji publikacji jego tekstów w „Kresach”. Z jego strony była to korespondencja żywa i nieszablonowa, ja z braku czasu odpowiadałem przypuszczalnie skrótowo. Po powrocie z wakacji muszę zajrzeć do tych listów.

Dodaj komentarz

Filed under Darowski, literatura polska