Category Archives: DeLillo

Esprit d’escalier

Już po wczorajszym spotkaniu w Miejskiej Bibliotece Publicznej przyszły mi do głowy kolejne nazwiska i tytuły książek. Powinienem był je wymienić, gdy pan Łukasz Janicki pytał o inspirujących mnie powieściopisarzy amerykańskich. Wspomniałem Ludzką skazę Rotha, W krasie lilii Updike’a, Nazwy i inne książki Dona DeLillo, Koniec Kalifornii Steve’a Yarbrough.

A przecież należało powiedzieć o wspaniałych Korektach Jonathana Franzena, powieści operującej nieprawdopodobną gęstością szczegółu i refleksji o rodzinie. Starsze małżeństwo, troje dorosłych dzieci, jeden z synów żonaty, więc jeszcze wnuki. Siedem osób i to wszystko, ale jak zrobione! Stopniowo odkrywamy sposoby myślenia postaci, fakty z ich przeszłości, dążenia, ambicje, marzenia i to zmienia nasz do nich stosunek. Każda postać pokazana z tylu różnych stron, że można się pogubić. O mojej Studni mówiono, że to proza rodzinna. Korekty są niedoścignioną realizacją takiej literatury. Żaden polski pisarz nie osiągnął podobnych efektów w tego typu prozie.

Przez zapomnienie nie wymieniłem też znakomitej Przeprawy Cormaka McCarthy’ego, epopei o ogromnym oddechu. To powieść inicjacyjna, magiczna i do bólu realistyczna – narrator opowiada o każdej niemal czynności bohatera, powieść przez to nieco hemingway’owska i pod pewnymi względami faulknerowska. Przy czym mało tu psychologii, dużo działania. Gęstość rzeczywistości wytwarza się w tej powieści dzięki uporczywym powtórzeniom opisów czynności a nie szczegółów myślenia, jak np. u Rotha.

Wreszcie nie sposób zapomnieć o prozie Raymonda Carvera, jego opowiadaniach z tomów Katedra czy O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości. Tak, wobec literatury amerykańskiej możemy mieć głęboki kompleks.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under DeLillo, Franzen, literatura obca, McCarthy, Roth, Updike

Nieprzypadkowo

Przypadek zderzył w czasie dwie lektury: Cosmopolis Dona DeLillo i Rękę Flauberta Renaty Lis. I teraz mogę się zastanawiać, czy był to przypadek nieprzypadkowy.

Renata Lis prezentuje nam bowiem Flauberta – świadka narodzin cywilizacji finansowo-technicznej, zafascynowanego budzącą się nicością, będącego jej ofiarą i (jednak) współtwórcą.

DeLillo pokazuje zaś punkt dojścia procesu, którego zawiązki – jak przypomina autorka Ręki – obserwował i zapisywał w swej korespondencji i powieściach Gustave Flaubert. A punktem tym jest Cosmopolis, miasto finansowego obłędu, szaleństwa społecznego i politycznego, seksualnego maniactwa, miasto oblężone, w którym rządzi szczur, technologii nikt nie rozumie, a sztuka rzuca się swym czynnym i biernym odbiorcom do gardeł. Przed człowiekiem nie widać już żadnego celu.

Czy chcemy żyć w Cosmopolis? Tak! Czy chcemy się wyrwać z oblężenia? Nie! Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, co powstanie po zburzeniu tego miasta? Nie jesteśmy w stanie. Nikt tego nie wie.

Dodaj komentarz

Filed under DeLillo, Flaubert, literatura obca, literatura polska