Category Archives: Magdalena Jankowska

Gabion to taka klatka druciana

Gabion to taka klatka druciana wypełniona kamieniami. Ale to zaledwie moduł, dopiero ich zestawienie i połączenie pozwala uzyskać trwałą zaporę, która posłuży do wzmocnienia skarp, brzegów rzek, budowy gabionowych ogrodzeń a nawet wojskowych zapór. Pojedynczy gabion może być najwyżej ozdobą w ogrodzie lub na miejskim placu.

GabionW zbiorze Magdaleny Jankowskiej nie ma utworu o tym tytule, a jednak całość właśnie tak została zatytułowana – „Gabion”. Klatka z kamieniami – jakże symboliczne to wyobrażenie! Szukając klucza do tej metafory, myślałem o człowieku, jego sytuacji. Wyobraźnia podsuwała obraz ludzkiego wnętrza napełnionego zimnym, ostrym, martwym kruszywem. Kamień, współtwórca licznych metafor i porównań codziennych (serce z kamienia, kamień z serca, kamień do ogródka, kamień milowy, kamień młyński, kamień na kamieniu, rzucać kamieniem), lecz przecież i poetyckich, tworzy i takie znaczenia, które bez trudu odnajdziemy w tej książce.

Klatka z kolei przywodzi na myśl uwięzienie jakiegoś życia – ptaka, zwierzęcia, człowieka… Jaki sens ma gabion – klatka „wypełniona dokładnie kamiennym sensem”? Uwięzienie kamieni? „Kamyki nie dają się oswoić” – przekonuje Zbigniew Herbert. Szkoda więc zachodu z tym zamykaniem ich w klatkach.

Nie same kamienie więc i nie sama klatka. Gabion. Przedmiot użyteczny. Gabion chroni, wspiera, ratuje, wzmacnia. Jest tym właśnie, czego brak wielu postaciom tej prozy, ludziom, no dobrze, kobietom samotnym i pełnym goryczy, oszukanym i rozczarowanym, zdradzonym i pozbawionym miłości. Narrator czy też podmiot liryczny utworów Jankowskiej, ukryty za firanką, za kępą traw, obserwujący od sąsiedniego stolika, z pobliskiej ławki na skwerze, z miejsca przy oknie w miejskim autobusie, zapamiętuje obrazy i teksty, na ich kanwie buduje refleksję. Obraz choinek zrzucanych przez balkony, zużytych prezerwatyw w krzakach pod blokiem, sytuacja w kościele na „przekażcie sobie znak pokoju”, rozmowa usłyszana w radiu – składają się na kanwę opowiadań Jankowskiej. Dlatego miniatury te tak ciasno przylegają do skóry codziennej rzeczywistości, zarówno w obrazach (które się zapamiętuje) jak i w języku (zasłyszanym, mowie ulicy).

Jak się powiedziało, mamy tu do czynienia z tekstami skondensowanymi. Czasem to takie drobiazgi liryczne, trzylinijkowe epifanie, jak „Robaczki świętojańskie” lub „Wystarczyło pojąć” albo aforyzmy („Na mojej drodze”). Niektóre spośród dłuższych sprawiają wrażenie szkiców, wprawek do większej formy (pisarka tak ich nie traktuje, mówiła o tym na spotkaniu autorskim), inne spuentowane bywają tak mocno, że konkluzja owa mówi: „dość, skończone, nic tu więcej być nie może!”. Kompletna historia, jak to jest z tekstem „Strach” – dla mnie najznakomitszym w tej książce.

Obserwator(ka) pozostaje na dystans, współodczuwa, lecz nie jest jednym/jedną „z nich”. Tom otwiera utwór o inności, odrębności („Na górze”) i taka pozycja utrzymuje się w wielu tekstach. Sprzyja owej postawie wszechobecna ironia, sarkazm, które zbliżają te drobne prozy do znanych z wcześniejszych publikacji wierszy autorki „Skrzyżowania”. Zresztą i w tej książce znajdziemy utwory bliższe liryce niż prozie narracyjnej, z właściwą poezji metaforyką i liryczną postawą podmiotu mówiącego.

Narzucającymi się przy lekturze tematami są niewątpliwie samotność (niekoniecznie traumatyczna, czasem pogodna jak w „Pani tu nowa?”), przemijanie, gorzki rozrachunek z życiem, lecz dla mnie ciekawe w obserwacjach poetki okazało się wyczulenie na zmiany: raz relacjonowane wprost („Sklep”), innym razem w pięknym poetyckim obrazie odbicia w szybie pociągu („Sygnatura”), w skrótowym zadziwieniu lirycznym („Spacery z psami”) czy wreszcie w zakończeniu ostatniego utworu tomu, „Nałęczów”. Mowa tu o zmianie i braku zmiany, a o kobiecie, bohaterce tego opowiadania i zarazem – jak wolno się domyślać – bohaterce całego tomu, mówi się „uwięziona w wolności”. I tak wracamy do motywu gabionu, który zdaje się zarazem oparciem i więzieniem.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under książki, literatura polska, Lublin, Magdalena Jankowska

O sukcesie

„Powodzenie jest zgubą większości artystów” – pisze w swoim eseju Jan Darowski, którego książkę właśnie czytam. Powodzenie sprawia – mówi dalej – że energie, które gromadziłyby się za tamą „niezrozumiałości” i piętrzyły w potęgę, wyciekają łatwym strumykiem. Gdy niezrozumiany Picasso tworzył wciąż nowe, oryginalne dzieła, Chirico – sprzedając bez trudu – „stanął tam, gdzie zatrzymało go powodzenie”.

darowski-eseje-okladkaKasprowicz, który „miał szanse na to, żeby przebić barierę dźwiękową naszego języka i stać się wielkim europejskim poetą”, na skutek powodzenia „wyszumiał się w łatwych zwrotkach”. Powodzenie zniszczyło skamandrytów. Nikt nie miał tak ułatwionego startu jak oni i nikt tak haniebnie nie przegrał – pisze Darowski.

W łatwości, z jaką można zdobyć poklask, jest coś poniżającego dla pisarza – powiada londyński poeta, który sam nie miał łatwego życia i na pewno zasłużył sobie na wyższą pozycję niż ma. W jego wydanych przez rzeszowską „Frazę” esejach, które polecam, czuje się autora niedowartościowanego. Stąd gwałtowne polemiki, awantury niemal, z Łobodowskim, Miłoszem, Zbyszewskim, Czerniawskim.

Łatwy poklask, który dosięga innych – to już moja refleksja – dostarcza nam czasem satysfakcji: Ach, taka słaba książka, a jakie zachwyty! Czujemy się lepiej, widząc, że doceniane są rzeczy mało wartościowe, tym bardziej jeśli sami jesteśmy niedowartościowani. Utwierdza nas to w przekonaniu, że krytyka się nie zna. Perły przed wieprze. Ciekaw jestem, jak reaguje np. pisarz, na którym wreszcie się poznano, lecz satysfakcja spotkała go za książkę, którą uważa za najsłabszą swoją rzecz, za wypadek przy pracy, albo celowo napisaną poniżej własnych standardów. Ale czy jest sens próbować?

Ten wpis inspirowany jest tekstem Magdaleny Jankowskiej.

3 Komentarze

Filed under Darowski, książki, literatura polska, Magdalena Jankowska, nowości książkowe, premiery

Kolejne refleksje o „Studni”

Sypią się internetowe recenzje książki, zbieram więc je tu wszystkie, dziękując Autorom za lekturę i ubranie rozważań w słowa.

Na blogu LITERATUROMANIA o powieści pisze Weronika:
„muszę przyznać, że autor trochę wywiódł mnie w pole. Początkowo myślałam, że akcja dzieje się w Warszawie. Nie pada ani razu nazwa miasta, ale wspomniane są ulice m.in. Krakowskie Przedmieście, Grodzka, które także są w Warszawie. Potem pada nazwa Bronowice, co skojarzyło mi się z Krakowem i całkowicie zdezorientowało. Jednak w końcu odkryłam, że to Lublin – Brama Krakowska, Zamek z kaplicą z freskami. Po lekturze „Studni” nabrałam chęci na zwiedzenie Lublina, gdyż autor świetnie opisał to miasto”.

„W tej historii relacje córki i ojca pozostają pierwszoplanowe. Autor analizuje przyczyny przepaści, która otworzyła się między nimi; przenosi czytelnika w przeszłość, naświetla problem z różnych perspektyw. Bohaterowie zostają dokładnie zanalizowani, przy czym autor traktuje ich z dużym wyczuciem, lecz bez taryfy ulgowej – nie demonizuje i nie oczyszcza z zarzutów, nie opowiada się po żadnej ze stron. Odkrywa motywy ich postępowania wzbudzając sympatię, ale częściej irytację” – czytamy na blogu KSIĄŻKI OLI. Pod obszerną recenzją rozwinęła się nawet dyskusja.

„Mnie w propozycji Filipa szczególnie urzekła postawa pisarska – i wiem, że nie jestem w tym odosobniona – którą cechuje skrupulatność w budowaniu materialnej warstwy świata przedstawionego . Wydaje się, że nakazuje mu ją specyficznie pojęta odpowiedzialność wobec kreowanej rzeczywistości, aby ta nie zaistniała w zbyt schematycznej postaci. Niedopieszczona okiem pobieżnego tylko obserwatora, niedoinwestowana słowem. Niegotowa do autonomicznego bytu. Bezbarwana i bazkształtna. Dlatego autor chce ją wyposażyć we wszystkie atrybuty. Wybiera strategię literacką, jaką dyktuje mu ludzka wrażliwość na bodźce wysyłane do niego przez realny świat. Rejestruje drobiazgi, by spostrzeżenia te, jakby mimowolnie, wkomponowywać w tekst”.
Tak pisze o książce Magdalena Jankowska na świeżo powstałym blogu.

Postacią Grażyny zainteresowała się Bernadetta Darska: „Niewątpliwie jednak autorowi udaje się pokazać emocjonalne skomplikowanie relacji łączących bohaterów oraz specyficzne zawieszenie „pomiędzy” towarzyszące na co dzień Grażynie.
To właśnie postać córki Janusza okazuje się najciekawsza – intryguje swoim wycofaniem, obojętnością na uczucia innych, łatwością okazywania lekceważenia, gotowością do ranienia na oślep, a jednocześnie samotnością, która uwiera i rani”. Cała recenzja na portalu ksiazki.onet.pl

cropped-img_0098.jpg

Na portalu dlalejdis.pl powieść omawia Agnieszka Krakowiak: „Jak mówi Grzegorz Filip „Studnię” pisał „metodą Stephena Kinga”, jednak czyta się ją lepiej niż Kinga. Autor podchodzi bardzo psychologicznie do analizy relacji pomiędzy dwojgiem ludzi, każe nam się zastanowić nad własnymi. Od pierwszych stron wciąga. To książka warta przeczytania dla ojców i ich córek. I jedna z tych, których autorów warto za nie nagradzać”.

„Studnia jawi się nam jak ”leitmotiv” tej powieści, w różnych odcieniach i kontekstach, przedziwnej dramaturgii. To klucz do sprawy, lustro do przejrzenia się. Tu są smaki i mięso opowieści. Reszta to fabuła, która w kilku wątkach, rozbudowana prowadzi nas do człowieka i relacji z innymi, ale zadaje kluczowe pytania: Kim jest człowiek? Po co żyje? Jaki sens ma jego życie? Czy potrafi kochać?” – pisze Jerzy Jacek Bojarski na portalu kultura.lublin.eu

A tak podsumowuje swoją lekturę Marta Piasecka: „Studnia zmusza do refleksji. Do zatrzymania się na chwilę w dążeniu do coraz to nowszych celów, spojrzenia na drugiego człowieka i docenienia go. Takim, jaki jest. Bo czasem po prostu warto”.
Cały tekst na bibliotekarskim blogu ZAKŁADKA.

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip, książki, literatura polska, Magdalena Jankowska, nowości książkowe, powieści, premiery, Studnia, Wydawnictwo JanKa

Bez mgły

Miałem przyjemność prowadzić wczoraj spotkanie autorskie Magdaleny Jankowskiej, której poezję, znaną mi przecież od pierwszego tomiku, odkryłem na nowo, przygotowując się do tego wieczoru. Tym, co do tej pory wznosiło barierę między mną i jej wierszami, była ich oschłość, postać destylatu. I tę przeszkodę udało mi się teraz usunąć, wnikając głębiej.

Jej wypowiedź poetycką cechuje kondensacja języka, prostota, ale zarazem intelektualny charakter, ironia, lecz także zmysłowość i zachwyt nad światem. Uniwersalnym problemom miłości, śmierci, przemijania, bólu, towarzyszą błahe obserwacje, wyniesione z codziennego życia. Może to być ostrzeżenie na świeżo malowanej ławce, mogą to być zakupy w sklepie typu: wszystko po 2,99. Codzienność, kontekst społeczny – tu osadzona jest poezja Magdy, dziejąca się zawsze między ludźmi. Ale w wierszach z tego tomiku znajdziemy też zagadki do rozwiązania, fraszki, wiersze-paradoksy.

Pytałem autorkę o ironię w jej wierszach, czy pojawia się ona już na etapie obserwacji, czy też dopiero przy opracowaniu materiału, pytałem o źródła powściągliwości, funkcje dystychu, o racjonalizm obserwatora. Ale ciekawsze okazały się głosy z sali, niezbyt wypełnionej, pytania o inspiracje biblijne, o sposoby reagowania na świat codzienny, o dyscyplinę pisania.

Magda przyznała się, że jej wiersz powstaje w procesie destylacji, że z bogatszego językowo zapisu wyłania się stopniowo forma prostsza, a zarazem mocniejsza. „Nie lubię poetyckiej mgły” – powtórzyła dwukrotnie.

Izba Drukarstwa przy ul. Żmigród, gdzie rozmawialiśmy o poezji, to miejsce z niezwykłą historią, dziś zalążek muzeum wolnego słowa. Opiekuje się nim Teatr NN. Plakat do naszego spotkania został odbity na jednej z ręcznych maszyn drukarskich, jakie tam zgromadzono. Schowałem go sobie na pamiątkę.

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip, literatura polska, Lublin, Magdalena Jankowska, sztuka pisania

Gorzkie nastroje

Wczoraj w Lublinie, w staromiejskiej kawiarence „Pożegnanie z Afryką”, wieczór poetycki Magdy Jankowskiej, promujący nowy tomik Skrzyżowanie. Miłe spotkanie, starannie przygotowane, wiersze gorzkie. Ich bohaterem, ukrywającym się za krzaczkami wersów, okazuje się czas, jak w wierszu Mama naszej koleżanki.

Niektóre z tych wierszy to epigramy, inne są zagadkami do rozszyfrowania. Skondensowane do tego stopnia, że czasem wszystko zawiera się już w tytule, a wiersz stanowi tylko dopowiedzenie. To poezja gnomiczna:

gdy nie ma jedwabników
kogo obchodzą morwy
.

Znajduję tu coś ze szkoły Szymborskiej, autoironię i mikronarrację, jak w utworze, o którym najwięcej się wczoraj rozmawiało:

***

po powrocie z wykładu filozoficznego
w cyklu – Jak żyć?

nie wiedziałam tego jeszcze bardziej
mojej córki nie było w domu

dom to nie są ściany
wiem z pewnej czytanki dla czwartoklasistów

spóźniła się godzinę
i kiedy przyszła byłam już stara

Kiedy przepisuję ten tekst, narzuca mi się nastrój z Ewy Lipskiej, którą kiedyś czytywałem i recytowałem na konkursach, ale tylko nastrój.
Znalazł się w tej książce wiersz poświęcony Mikołajowi Smoczyńskiemu, jest inny – dla Urszuli Jaros. Lublinianie wiedzą, o kim mowa.
Ten tomik to kantata, może elegia, na odejście i nie przekona mnie autorka, gdy zaręcza, że starała się go zrównoważyć wierszami pogodnymi. Nie rzucają się one w oczy. Dlatego zaraz po powrocie do domu przyszło mi do głowy, żeby włączyć dawno niesłuchaną Weinen, Klagen, Sorgen, Zagen.

Dodaj komentarz

Filed under literatura polska, Lublin, Magdalena Jankowska