Category Archives: media

Zwracam!

medale1Moda na zwracanie medali nabrała znamion epidemii. Od tego zwracania niedobrze się robi! Dobrze, że nie posiadam, bo teraz bym się głowił, co komu oddawać, jak i ile, w którym momencie… Moment wszak ważny tu jest, może najważniejszy. Jeśli zaś pocztą, to jaką? Zwykłą, podkreślając pogardę do adresata i do zbędnego kawałka metalu, czy też poleconą, by mieć pewność, że dojdzie?

Nie pamiętam, jaką pocztą przed laty odsyłałem Eustachemu Rylskiemu jego książki. Zgłosił wówczas akces do drużyny Palikota i z właściwą sobie subtelnością oraz kulturą opowiadał o tym w telewizji, sławiąc człowieka ze sztucznym penisem. Byłem w szoku. Januszowi Palikotowi nie udało się wprawdzie usunąć doszczętnie kultury z życia publicznego, to zadanie zbyt trudne dla jednego małego człowieka, lecz niewątpliwie zaszczepił we wspólnej przestrzeni niebywałe chamstwo, które już w niej pozostało. Ciekawe, co o tym dzisiaj sądzi Eustachy Rylski.

Rozczarowany postawą pisarza (mniej mu miałem za złe poglądy, bardziej propagandę, którą siał w TV) odesłałem mu wtedy „Warunek” albo może „Człowieka w cieniu” – tego już nie pamiętam – na pewno zaś znalazło się w tej paczce pierwsze bodaj wydanie „Stankiewicza”, książki, która w latach osiemdziesiątych podobała mi się niezwykle. Nie dysponując adresem Rylskiego, wysłałem książki pod adresem wydawnictwa.

Powodowany odruchem, postąpiłem tak, jak dawno temu czytelnicy Knuta Hamsuna, gdy ten wszedł w kolaborację z nazizmem. Gloryfikował Hitlera, podobno jeszcze w 1945 roku pisał na jego cześć pochwalny tekst, co tylko źle świadczy o kontakcie niektórych intelektualistów z rzeczywistością. Elity kulturalne Europy zdecydowanie orientowały się już w tym czasie na komunizm, Hamsun się zagapił, najwyraźniej nie wiedział, skąd wiatry wieją.

Kiedy powołuję się tu na analogię historyczną, to rzecz jasna toutes proportions gardees, bo Palikot to jednak nie Hitler, a Rylski nie Hamsun. Jeśli coś łączy te dwie sytuacje, to niesmak czytelnika. Czy dziś zrobiłbym to samo? Nie! Wobec dzisiejszej mody na zwracanie niechybnie zachowałbym dystans. Wtedy co innego, trudno było znaleźć kanał, przez który można by wyrazić opinię.

Wątpię natomiast, by mój odruch wywołał wówczas modę na odsyłanie książek autorowi „Dziewczynki z hotelu Excelsior”, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. No ale czasy były takie, że gdyby nawet, to i tak bym się o tym nie dowiedział.
A wracając do medali… Cóż, jeśli ma się możliwości a nie umie wypowiadać opinii, pozostają odruchy.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under inteligencja, kultura polska, media, polityka, przestrzeń publiczna

Druga młodość, tylko się podpalić

Posłyszałem niedawno od znajomego z okolic KOD-u, że nie może on wyjechać z Polski. Nie puszczają. Rewelacje takie upowszechnia przez FB na użytek zagranicznych przyjaciół, bo przecież w kraju ludzie wiedzą, jak jest, i nikt w to nie uwierzy. Facet był w podziemiu lat 80., drukował, kolportował, wtedy pewnie rzeczywiście nie mógł wyjechać, bo paszport leżał w szufladzie na SB.

second-youth-583x328Dzięki temu zrozumiałem pewne rzeczy, których wcześniej nie mogłem pojąć: Kibicowanie samopodpaleniom, oczekiwanie na represje, na strzały na ulicy, atmosferę histerii, dywagowanie nad tym, co będzie, kiedy „zamkną” „Gazetę Wyborczą”, prognozowanie, co „oni” „jeszcze” mogą zrobić. Zrozumiałem, że ludzie, którzy młodość przeżyli w opozycji, znaleźli sobie wdzięczny sposób na przedłużenie tej młodości. „Wyjdźmy na ulice, niech nas pobiją, niech tylko spróbują”.

Nie ma się co wstydzić, to ludzkie! Wtedy całym sercem byli przeciw i teraz są przeciw. Trzeba tylko przeprowadzić nieznaczną pracę myślową i utożsamić komunizm ze współczesnością. Tak niewiele… i już mamy tę samą co w latach 80. radość bycia po właściwej stronie, satysfakcję ze swej moralnej wyższości nad „nimi” i durnym społeczeństwem, pewność, że to, co robimy, ma głęboki sens. A i jeszcze, że wszystko, co wprowadzają „oni”, jest złe, głupie i do odrzucenia, dlatego musimy „ich” za wszelka cenę odsunąć od władzy. Wszelkimi metodami.

Teraz potrzeba znów niewielkiej pracy myślowej, by swoją postawę nazwać demokratyczną (a wszystko przecież można jakoś intelektualnie uzasadnić), i już możemy się cieszyć drugą młodością, znów się poczuć tak, jakbyśmy mieli dwadzieścia pięć lat.

Dodaj komentarz

Filed under inteligencja, kultura polska, media

Dziennikarska solidarność

FarewellProtestując przeciw „atmosferze” w Trójce, odchodzą z rozgłośni dwaj dziennikarze. Cierpią szykany i ulatniają się na pluszowy krzyż do tefałenów. W geście solidarności odchodzą następni. I są oczywiście media, które to przedstawią jako dramat. „Ostatni gasi światło” – napisał ktoś. Tak źle to może nie jest, myślę. Trudno sobie przecież wyobrazić, by cała Trójka składała się z ludzi na poziomie „Szkła kontaktowego”.

Dość świeżej daty jest ten zdrowy demokratyczny ruch oporu. Ale bo też reżim dziś szaleje. Nie to co wtedy, gdy fałszowano wybory, zastraszano nieliczne niezależne media, a służby w kominiarkach wpadały do redakcji tygodników i wyrywały dziennikarzom laptopy. Teraz jest przecież znacznie gorzej, jest zła „atmosfera”.

Nie przypominam sobie nazwisk dzisiejszych małych bohaterów pod protestami w sprawie zatrzymania przez policję dziennikarzy relacjonujących protest w PKW. A było to tak niedawno, w 2014, po sfałszowanych wyborach. Nie dostrzegli wówczas zagrożenia demokracji? Biedni mali bohaterowie, o których Bukartyk układa pieśni. Czy przemycali wtedy w Trójce aluzje, jak to robią dzisiaj? Mieli odwagę? Wtedy, gdy opozycji zamknięto usta, bo wszystkie media mówiły jednym głosem? 2014! Tak niedawno, a jaka amnezja!

Każda sprawa ma takich obrońców, na jakich zasługuje. Czego dziś bronią nasi mali bohaterowie? Atmosfery? Rozszyfrujmy ten termin. Tam jest zła atmosfera – pisze GW. Zła, bo pojawili się ludzie, którzy myślą inaczej, inaczej postrzegają rzeczywistość, i trzeba z nimi rozmawiać, razem pracować. Ba, czasem być ich podwładnymi. Problem w tym, że to są ludzie, którzy wtedy podpisywali tamte protesty. To ich sąsiedztwo jest nie do zniesienia.

PS Smutne ostatnio te moje wpisy i zła w nich atmosfera

Dodaj komentarz

Filed under kultura polska, media

Korupcja po warszawsku

Prezydent Korei Południowej została usunięta za korupcję. Koreańczycy masowo demonstrowali przeciwko takiej władzy. Setki tysięcy Rumunów wyszły na ulice sprzeciwiając się prawu zezwalającemu politykom kraść do wysokości pewnej kwoty. Takie przepisy wymyślił socjalistyczny rząd. Wydaje się, że dzisiaj bezczelność nie zna granic, mimo to Rumuni wygrali. Demonstracje przeciwko skorumpowanym politykom odbywały się niedawno nawet w Rosji.

Tylko Polska nie sprzeciwia się korupcji. W Polsce korupcja jest modelem życia. Kiedy jeden polski profesor bąknął coś o skorumpowanych prawnikach, podniósł się wielki krzyk. Wydział prawa, na którym do niedawna pracował, pospieszył z zapewnieniem, że już się oczyścił. Śmiałek już tam nie pracuje.

Jolanta BrzeskaDziesiątki milionów złotych ukradzionych przez mafię czyścicieli kamienic nie poruszają wyobraźni Polaków. Dziesiątki tysięcy ludzi wyrzuconych z mieszkań również. Polacy mają inne zmartwienia, szczególnie w Warszawie. Przejmowano nawet kamienice zbudowane w latach pięćdziesiątych, przy ulicach doszczętnie zburzonych w powstaniu, dowodząc, że budynki są przedwojenne. Remontowano je na koszt miasta i sprzedawano. Bezczelność sięgająca wzorów komunistycznych.

To wstyd, że warszawiacy nie wyszli dotąd na ulice w masowych demonstracjach przeciwko wyrzucaniu ludzi z domów, przymykaniu oka na milionowe afery, osłanianiu skorumpowanych urzędników magistratu. To wstyd, że cienkim popiskiwaniem domagają się odejścia prezydent Warszawy, że nie naciskają na ukaranie prawników złodziei. Gdzie jest inteligencja, artyści, celebryci? Jak zawsze zajęci wyłącznie sobą? Aferę odkryto rok temu! Na zapieczętowanych kancelariach prawnych, które brały udział w przestępczym procederze, powinna wisieć żółta taśma z napisem: „Ci panowie nie pracują już w zawodach prawniczych”. Dopóki nie zaczniemy konsekwentnie usuwać z zawodu prawników zamieszanych w przestępstwa, dopóty prawo w Polsce będzie kpiną z obywateli.

Dodaj komentarz

Filed under inteligencja, kultura polska, media

Miejmy nadzieję…

4932037…że uda się rządowi uspokoić sytuację i skończą się uliczne burdy, że politycy i media winni publicznego nawoływania do agresji zostaną ukarani. Nie widzę powodu, dla którego prawo miałoby dzisiaj przestać obowiązywać.

Dodaj komentarz

Filed under inteligencja, media

Imitacja parnasu

Przy okazji „sprawy Krzysztofa Masłonia” (próbowano go usunąć z jury Angelusa i Nagrody Miasta st. Warszawy, gdzie jest jedyną osobą spoza salonu) warto poruszyć kwestię nagród literackich w Polsce. Te najlepiej znane i najbardziej lukratywne, to Nike, Angelus, Gdynia, Paszport „Polityki”, ostatnio doszła Nagroda im. Gombrowicza. Nagrody z drugiego krańca – Mackiewicza i Identitas – to inny przypadek, nie są szerzej znane, ich wpływ na promocję książek jest znikomy.

Nagrody mają wartość marketingową, budują pozycję pisarzy, stanowią sygnał dla czytelników, kogo warto czytać, jakie książki należy przyswoić.

20160227_113106„Czy w ogóle współcześni polscy pisarze głównonurtowi piszą jeszcze powieści, czy tylko utwory pod nie się podszywające, książki powieściopodobne?” – pytał dziesięć lat temu Jacek Dukaj. Opisywał swoje ulubione powieści: „długie (…), z epickim oddechem, wciągające tak, że człowiek zupełnie się w lekturze zatraca i wraca do niej wieczór za wieczorem, zapadając w fikcyjny świat fikcyjnych postaci na godziny i godziny, smakując maestrię konstrukcji fabularnych na równi z maestrią języka”. Dominująca na rynku literackim wpływowa grupa krytyków, jurorów i wydawców postanowiła jednak inaczej i promuje inną literaturę. W takim kraju jak Polska odkryto bowiem pilniejsze potrzeby niż oczekiwania czytelników. Tutaj, nad Wisłą należy przecież walczyć o postęp. Przy okazji tej zbożnej walki można zaś zyskać coś jeszcze.

►Popatrzmy na uhonorowane ostatnio największymi nagrodami wydawnictwa: Czarne, Znak, WL, WAB i kilka innych. Lista jest ograniczona. Jak widać, kilka firm zrobiło sobie niezły biznes.
►Nominowani autorzy: wąska grupa o przewidywalnym składzie z nielicznymi zmianami.
►Nagrodzeni autorzy: ci, którzy nie dostali Nike, dostają Gdynię itd.
►Nominowane i nagradzane książki:
►tematyka – musi być interesująca dla środowisk liberalno-lewicowych, inaczej nie przejdzie; preferowane są książki o niczym, które udają, że są o czymś, oraz książki zideologizowane, doraźne w swych przesłaniach,
►preferowane postaci – „kobieta, dziecko, Żyd, homoseksualista, człowiek odmiennego pochodzenia etnicznego bądź innego wyznania niż większość” – jak to kiedyś zgrabnie zestawił prof. Przemysław Czapliński,
►wspierana problematyka – kosmopolityzm, emancypacja, przekroczenia obyczajowe, patologie rodzinne, antyklerykalizm, antyreligijność, drwiny z tradycji, odmiennych stylów życia i nieliberalnych poglądów, mistyfikowanie problemu ojczyzny i patriotyzmu, przedstawianie Polaków jako narodu zacofanego, nierozumiejącego postępu, demaskowanie rzekomych polskich kompleksów, „szyderstwo z choroby narodowej mitologii” itp.; literatura ma być młotkiem służącym do wbijania progresywnych wyobrażeń do ciemnych głów, podsuwać lewicowe recepty modernizacyjne,
►kreowane światy – surrealizm, absurd, groteska, realizm magiczny, „manifestacja wyzwolonej wyobraźni” (eufemizm określający książki o niczym), foldery z podróży,
►język – chorobliwa gadatliwość, stylizacje, zabawy językowe, barokowe manieryzmy,
►styl – moda na konstruowanie kunsztownych zdań o niczym, styl przysłania treść, przykuwa uwagę do opowiadacza, odwraca uwagę od opowieści,
►postawa autora – eskapizm, wieczna negacja, odwrócenie plecami do istotnych problemów, ironiczny dystans do powieściowych postaci i zdarzeń, błazenada, tanie popisy przed czytelnikiem, intelektualna hochsztaplerka, nadęcie, manifestacja słuszności (np. poprzez deformację postaci wroga), okazywanie lewicowego zaangażowania.

Nie zawsze jest tak źle, ale na tyle często, że powinien się nam włączyć dzwonek alarmowy. Wiele popieranych i nagradzanych książek cechuje brak odniesienia do rzeczywistości, deficyt wartości poznawczych, a bywa, że również intelektualna i artystyczna niedojrzałość.

►Jury – te same osoby pojawiają się w składach jurorskich różnych nagród. Są to krytycy związani z czasopismami lewicowymi. Jury interesuje się niemal wyłącznie tymi pozycjami, które były wcześniej omawiane i reklamowane w GW, TP itp. Jury nie ryzykuje wprowadzenia do obiegu autora spoza przewidywalnego kręgu. W efekcie nagrody otrzymują autorzy takich koszmarków jak np. „Balladyny i romanse”.

Krąg autorów wylansowanych dzięki tym nagrodom jest dość ograniczony. Bardzo wielu czytelników uznaje ten krąg za czołówkę polskich pisarzy współczesnych. Każda książka autora z tej wybranej grupy uznawana jest w mediach za dzieło wyróżniające się lub wybitne, witana zapewnieniami, że ten pan/ta pani „nie potrafi napisać słabej książki”. Wielu krytyków zaprzedało się owemu systemowi promocji, zamknęło oczy na rzeczywistość literacką istniejącą poza zaklętym kręgiem. Wykreowali świętych, których teraz naśladuje młodsza brać pisarska. „Skoro tak się powinno pisać, to piszmy!”. Czytelników mniej wyrobionych oszukuje się w celach komercyjnych (korzysta na tym bardzo wąska grupa wydawnictw), ale przede wszystkim w celach ideologicznych czy wręcz politycznych. Powstały w ten sposób parnas jest marketingową podróbką, niestety na tyle złudną, że nabrali się nań także niektórzy literaturoznawcy. Inna sprawa, że krytyki pozauniwersyteckiej w Polsce nie jest znowu tak wiele.

Dopóki będzie się nominować do nagród tylko taką prozę, jak wyżej opisana, dopóty nie będziemy mieli literatury współczesnej na poziomie. Sytuacja przypomina lata 80.: popieranie rewolucji artystycznej Henryka Berezy – prozy, która uciekała jak się tylko dało od rzeczywistości – i obok nurt political fiction zwany też socjologiczną SF, jako wentyl. Popieranej literatury, mimo chórów zachwytu, nikt nie czytał, choć miała wysokie nakłady, ludzie czytali fantastykę, bo w kostiumie SF mówiła o współczesności, mechanizmach władzy, walce z narzuconym siłą reżimem, o mechanizmach propagandy, po prostu – o ówczesnej Polsce.

Kryteria nominowania do nagród literackich nadają się dziś do wymiany. Podobnie do wymiany nadają się składy jurorskie. Wietrzenie to pierwsza recepta jaką można zaproponować. Mam jednak świadomość, że to będzie bardzo trudne.

Trudno będzie teraz o nowe hierarchie, gdy przyzwyczajenia każą nam słuchać wciąż jednego, bardzo sugestywnego głosu. Mamy nie tyle krytyków, ile ideologów pewnego typu literatury, występujących raz w roli guru, innym razem jako komisarze, i stąd problem „niewolniczego serwilizmu”, jak by powiedział Artur Sandauer. Wokół grupy autorów zgromadzonej w kilku wydawnictwach utkano kokon, zrobiono z nich celebrytów, którymi już pozostaną. Myślę jednak, że znajdzie się zróżnicowana grupa krytyków nieskażonych starymi nawykami, otwartych na wartości. To z kręgu literaturoznawców powinien wyjść dzisiaj impuls do świeżego spojrzenia na literaturę, sprostowania narosłych nieporozumień, odbrązowienia, jak to się kiedyś mówiło. Patrząc jednak na środowisko akademickie, obawiam się, czy jest ono do tego zdolne. Łatwo w nim o oportunizm, trudno o odwagę.

Last but not least, nagrody literackie fundowane są z publicznych pieniędzy (poza Nike). Wszyscy się składamy na czek dla autora, którego poziom i osiągnięcia oceniło dość specyficznie dobrane grono jurorów. W rękach ludzi ograniczonych jedną estetyką i przynależnością do jednego środowiska nagrody literackie stały się zaprzeczeniem celów, ku którym miały zdążać.

Dodaj komentarz

Filed under krytyka literacka, książki, literatura polska, media, pisarze, powieści, życie literackie

Wrzesień ze „Studnią”

cropped-img_0084.jpgRadio Lublin emituje adaptację mojej powieści Studnia, czyta Jarosław Zoń (ale jak czyta!). Książki w odcinkach można słuchać przez cały wrzesień codziennie o godz. 10.45 i 14.45. Zapraszam!

Dodaj komentarz

Filed under Grzegorz Filip, książki, literatura polska, Lublin, media, powieści, Studnia